2016-06-26

(176) PRZEDPREMIEROWO: Sally Andrew, "Przepisy na miłość i zbrodnię"




Sally Andrew, Przepisy na miłość i zbrodnię, Wydawnictwo Otwarte, 480 s.

Uwielbiam sytuacje, które łączą trzy czynności, które są moimi ulubionymi: czytanie i jedzenie. Mam prawdziwego bzika na punkcie książek kucharskich, a jeszcze większego, gdy mogę przeczytać historię, w którą wplecione są przepisy, a bohaterowie są entuzjastami dobrego jedzenia. Przepisy na miłość i zbrodnię przede wszystkim łączą w sobie te dwie cechy, ale autorka zaserwowała swoim czytelnikom jeszcze coś dodatkowego, co stanowi prawdziwą wisienkę na torcie.

Tannie Maria jest dojrzałą kobietą po przejściach. Nie wierzy w to, że kiedykolwiek więcej szczęście się do niej uśmiechnie, a największą radość sprawia jej gotowanie oraz prowadzenie rubryki kulinarnej w miejscowej gazecie. Niestety, kobieta dowiaduje się, że kącik z jej przepisami musi zniknąć z gazety i ma go zastąpić rubryka z poradami, którą na dodatek ma ona prowadzić. Wymyśliła ze swoją najlepszą przyjaciółką i zarazem szefową, że porady nie będą takie zwykłe, bo do każdej Tannie Maria będzie dodawała przepis, który być może pomoże potrzebującym w rozwiązaniu ich problemu. Ta decyzja i pewien list zsyła na kobiety pracujące w gazecie pewną intrygę, której rozwiązania postanawiają poszukać.

Pierwsze, co spodobało mi się w tej książce to klimat. Powieść rozgrywa się na rozgrzanych terenach RPA, co pewnie odpowiada pogodzie, którą teraz mamy. Kiedy bohaterka narzekała na suchą ziemię i upał dokładnie wiedziałam, co czuje. Takie małe szczegóły niezwykle budują atmosferę i niezwykłość.

Bardzo obawiałam się tego, że wydarzenia, które się zdarzą będą niezwykle dramatyczne, ale na szczęście częściej bawiło mnie zachowanie bohaterów niż smuciło. Występujące w tej książce postacie raczej w większości byli dorosłymi ludźmi, jednak nie jednokrotnie zachowywali się oni wręcz dziecinnie, ale nie przeszkadzało mi to, a co najważniejsze – bawiło!

Wątek kryminalny jest na szczęście wiodący, więc wszelkie miłosne historie nie są w centrum uwagi, co stanowi miłą odmianę i niemałe zaskoczenie. Byłam przekonana, że to właśnie romantyczne uczucia bohaterów będą grały pierwsze skrzypce, ale tym razem intuicja mnie zawiodła. Od początku do samego końca nie domyślałam się, kto stoi za intrygą, którą uknuła autorka by zaskoczyć swoich czytelników. Jestem tym oczarowana!

Tannie Maria jest naprawdę kochaną kobietą, która najchętniej rozwiązałaby wszystkie problemy świata deserem albo jakimś pysznym daniem. Miałam wrażenie, jakby była mi jakąś bliską osobą, której już długo nie widziałam. Oczarowała mnie swoją delikatną osobowością i tą miłością do jedzenia.
Sally Andrew stworzyła całą plejadę ciekawych postaci, które musicie poznać. Mogą was czasami zirytować swoim zachowaniem, ale przy tym niesamowicie rozbawią.

Podsumowując, jeśli uwielbiasz książki, w których jedzenie dla bohaterów stanowi ważną część życia jest to powieść totalnie dla Ciebie! Słoneczny klimat Małego Karru oraz zagadka, którą Tannie Maria próbuje rozwiązać stanowi świetne połączenie wręcz idealne na lato. Autorka dodatkowo przemyca w prawie każdym zdaniu swoją miłość do kultury za pomocą słów, które są wytłumaczone na końcu książki. Jestem totalnie zauroczona!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz