2015-09-14

(157) Rachel Van Dyken, "Wstyd"



Rachel Van Dyken, Wstyd, Wydawnictwo Feeria, 360 s.

Lęk przychodzi, gdy uświadamiasz sobie, że ten świat nie jest tak doskonały, jak się na początku wydawało.
strona 319

Odnoszę wrażenie, że wszystkie zakończenia łamią serce. Szczególnie, gdy coś, co się kończy było nam bliskie. Nie możemy nic na to poradzić, bo taki jest cykl życia, coś się rodzi, coś umiera/kończy. Smutne, ale prawdzie. Są takie książki, których końca nie mogę się doczekać, ale jednocześnie nie chcę by się skończyły. Taka sprzeczna dusza Kapturka. Dlatego, gdy dostałam Wstyd musiałam poczekać kilka dni by zatracić się w lekturze. Nie byłam na to gotowa, ale w końcu zmobilizowałam się.

W ostatnim tomie Zatraconych opowiedziana jest historia Lisy oraz Tristana, którego wcześniej nie mieliśmy okazji poznać. Jak wszyscy poprzedni bohaterowie, także i ci, skrywają w sobie mroczne tajemnice, które dopiero dzięki nowej tożsamości pozwalają im żyć. Dziewczyna przeszła tyle złego, że jedynym ratunkiem dla niej stało się wyprowadzenie z domu oraz rozpoczęcie zupełnie czegoś nowego. Jej nastoletnie życie, czyli wtedy, gdy powinna upijać się z przyjaciółmi na przyjęciach było skupione na jednej osobie, która odebrała jej całą radość. Toksyczna relacja, którą mogła zerwać tylko jedna rzecz.

Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, by przekazać w tym tekście, jakie ogromne wrażenie wywarł na mnie Wstyd. Po lekturze zamknęłam książkę i przez dobre kilka minut wpatrywałam się w okładkę, bo nie mogłam uwierzyć, że to już. Od dawna nie miałam tak wielkiego kaca książkowego.

Poprzednie tomy Zatraconych łamały moje serce, szczególnie Toxic, ale Wstyd to dopiero majstersztyk. Moje serce nie zostało tylko złamane, podeptane, poćwiartowane, żywcem wyrwane z klatki piersiowej, ale także zmiażdżone. Płakałam, gdy po trochu dowiadywałam się o poprzednim życiu Lisy, o tym, co ją spotkało. Musiałam zapłakać, bo nie potafiłam wytrzymać natłoku emocji. Jeśli myśleliście, że historia Gabe była wstrząsająca to opowieść Lisy jest jazdą bez trzymanki, barierki i zapiętych pasów.

Rachel Van Dyken ma w sobie coś niezwykłego, potrafi stworzyć tak cudownie popsute postacie, że ich problemy przy naszych to pikuś. Czasami miałam wrażenie, że to, co dzieje się tam w środku za chwile zdarzy się gdzieś obok mnie. Nie pamiętam, żebym w takim szaleńczym tempie czytała książkę. Nie mogłam oderwać się ani na chwilę i tak cały ranek poświęciłam Wstydowi, bo nie potrafiłam oderwać się nawet po skończonym rozdziale. Ten tom obfituje w zaskakujące zwroty akcji, może niektóre momenty są do przewidzenia, tak końcówka bardzo mnie zaskoczyła!

Wstyd to taka historia, od której nie da się oderwać. Przerażająca, ale piękna jednocześnie. Wstrząsająca, łamiąca serce, ale dająca też nadzieję na lepsze jutro. Nie potrafię zdecydować, która część Zatraconych spodobała mi się najbardziej, bo każda z nich była magiczna, a czas spędzony na lekturze należy do najlepiej spędzonych, a co najpiękniejsze – na długo bohaterowie zostali i zostaną w mojej pamięci.

Zachwyt, który próbuję uchwycić w kilku słowach, nie jest tylko podparty moimi własnymi odczuciami, ale ostatnio pożyczyłam koleżance Utratę oraz Toxic i ciągle pyta się, kiedy pożyczę jej ostatni tom. Widzicie, że mój zachwyt nie należy tylko do mnie i mam nadzieję, że te książki jeszcze wielu osobom zrobią to samo, co mi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz