2015-07-19

Trylogie czy serie, co lepsze?

Hejka!
Zawsze przed snem albo w najbardziej dziwnym momencie dnia, wpada mi do głowy jakaś myśl, nad którą się zastanawiam. Od dłuższego już czasu próbuję rozwiązać problem, czyli co jest lepsze - trylogie czy serie. Rzadko zdarza mi się sięgać po pojedyncze powieści, albo takie, których fabuła zamknięta jest w dwóch tomach. Na ogół są to trylogie albo właśnie serie. 

Wyższość serii polega na tym, że tak szybko nie rozstajemy się ze swoimi ulubionymi bohaterami, ale z drugiej strony wkurza mnie, gdy autor na siłę rozciąga fabułę i wymyśla jakieś nieudolne akcje, które w sumie nie mają większego sensu, jak tylko utrudnienie życia bohaterom oraz spowodowanie niesmaku u czytelnika. 
Natomiast trylogia to coś, co zaspokaja moje czytelnicze żądze całkowicie. Nie za krótko, nie za długo, czyli tak, jak lubię najbardziej. Czytelnik zdąży poznać bohaterów, polubić ich i spokojnie da im odejść, bo ciekawość została w pełni zaspokojona. 

Dzisiaj pokażę Wam trzy trylogie, które uwielbiam i nie mam pojęcia, jak mogłam żyć zanim je przeczytałam. Każdą z nich przeżywałam inaczej, ale co najważniejsze, podczas czytania czułam różne emocje, a gdyby je skumulować... ah! Lepiej nie! Są one dla mnie wyjątkowe i chyba na długo ze mną zostaną.

 Chwilowy brak pierwszych tomów (oprócz Niezgodnej), przepraszam.

A Wy? Co wolicie - trylogie, serie, pojedyncze powieści?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz