2015-07-12

#149 Katarzyna Berenika Miszczuk, "Ja, diablica"




Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, diablica, Wydawnictwo WAB, 416 s.

Prawie zawsze tak mam, że gdy dana książka jest zachwalana i polecana, a ja po nią sięgnę to czuję rozczarowanie. Byłam bardzo podekscytowana, gdy w popularnej sieci sklepów na promocji znalazłam całą trylogię Katarzyny Bereniki Miszczuk o Diablicy Wiktorii za niecałe 36 złotych! Prawdziwa okazja, a że recenzje tego cyklu były niebywale pochlebne przed zakupem za wiele się nie zastanawiałam. Przeczytałam już cztery powieści tej autorki i jak dotąd najlepszą była Druga Szansa, miałam nadzieję, że Ja, diablica godnie wstąpi na pierwsze miejsce wśród moich ulubionych książek pani Miszczuk. Niestety, trochę zawiodłam się.

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Wiktoria – dwudziestoletnia dziewczyna, która nagle pojawiła się w… urzędzie, a przecież jeszcze chwilę wcześniej wychodziła z jednego z warszawskich klubów. Jest zdziwiona tą nagłą zmianą scenerii, a chyba najbardziej tym, że znalazła się w… Piekle. Wędruje od pokoju do pokoju (zgadnijcie, kto wymyślił podatki i ten nudny wygląd urzędów), by na końcu dołączyć do mieszkańców Piekła jako diablica, której zadaniem będzie walczyć o dusze zmarłych ludzi. Bohaterka na swojej diabelskiej drodze poznaje Beletha, Azazela, a nawet Kleopatrę! Jednak… ciągle tęskni za swoimi bliskimi, a w szczególności za pewnym mężczyzną, który skradł jej serce, ale ciągle znajduje się na ziemi. Wiktorię spotyka wiele nieprawdopodobnych przygód, od których czasami nie dało się oderwać.

Ja, diablica jest czwartą w moim życiu i tym miesiącu książką Katarzyny Bereniki Miszczuk, którą przeczytałam. Byłam nastawiona na lekturę bez trzymanki, która jednocześnie wciągnie mnie w wir wydarzeń i porazi swoją lekkością oraz humorystyczną aurą. Niestety, moje oczekiwania nie zostały w pełni zaspokojone, bo podczas czytania… nudziłam się. Niektóre wątki albo przemyślenia Wiktorii były na tyle nudne, że po prostu przewracałam kartki jedna po drugiej, bo nie mogłam wkręcić się w daną sytuację. Na szczęście pierwszy tom tej trylogii ratuje humor, którego było wiele i co najważniejsze – nie był sztuczny, wymuszony, a naturalny i przegenialny!

Wiktorię zaczęłam lubić już od pierwszej strony, jest bohaterką taką, które lubię. Pyskata, pewna siebie i zdecydowana, a przede wszystkim zabawna! W niektórych momentach musiałam głośno parsknąć śmiechem, bo nie mogłam wytrzymać. Na dodatek jest postacią bardzo inteligentną, co naprawdę mi zaimponowało.

Nie mogę zapomnieć o koncepcji Piekła, którą stworzyła autorka, bo jest po prostu genialna! Do takiego piekła po śmierci chyba każdy chciałby się dostać, moglibyście spotkać nawet Kurta Cobeina czy Napoleona! Świetna śmietanka towarzyska, która na pewno nie pozwoliłaby na chwilę nudy, w końcu przed nimi cała wieczność i szkoda czas marnować na nieciekawe sytuacje. A Beleth, oh! Jak ja mu współczuję! Taki wspaniały! Musicie go koniecznie poznać. Azazela też, ale on już kogoś ma.

Pomimo tego, że podczas lektury czasami się nudziłam to z ciekawością sięgnę po kolejne tomy, bo i tak już stoją na regale gotowe do przeczytania. Mam nadzieję, że dalsze części przygód Wiktorii wciągną mnie bardziej, a i Beletha będzie więcej oraz humoru. W sumie to nie mogę doczekać się tej chwili, więc kończę już pisać i zabieram się za czytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz