2015-04-14

PRZEDPREMIEROWO: #137 Samantha Shannon - "Zakon Mimów"

Samantha Shannon, Zakon Mimów, Wydawnictwo SQN, 544 s


Znasz to uczucie, gdy po przeczytaniu PRZEGENIALNEJ powieści chcesz więcej i teraz? I wiesz, co ci powiem? Nie jesteś sam/sama! Po przeczytaniu Czasu Żniw byłam oczarowana historią, jaką stworzyła Samantha Shannon. Bohaterowie, wątki, zdarzenia, przeładowanie informacjami oraz całkiem nowy i oryginalny pomysł na powieść okazały się wielkim sukcesem, który dla mnie był świetną przygodą, dlatego ucieszyłam się, gdy przeczytałam o tym, że druga część będzie. Szkoda, że nie byłam przygotowana na tak długie oczekiwanie.

Gdy dowiedziałam się, że 22 kwietnia 2015 roku będzie premiera Zakonu Mimów bardzo się ucieszyłam, nareszcie błagania rzeszy fanów, w tym moje, zostały spełnione! Jeszcze bardziej ekscytowałam się, gdy otrzymałam egzemplarz przedpremierowy tejże powieści – i wiecie co? Nawet długo nie leżał na półce, bo nie mogłam wytrzymać, więc po prostu zaczęłam czytać.

Paige i kilkanaście innych osób uciekło z kolonii karnej Szeol I, teraz ich głównym celem jest powrócenie do Sajonu Londyn i ukrycie się przed władzami. Dziewczyna, kiedy była więziona, dowiedziała się prawdy o tym, w jakim świecie żyje, a teraz chce podzielić się ze swoją wiedzą z innymi. Niestety, niektórzy nieprzychylnie patrzą na jej poczyniania i wręcz zakazują ujawniania prawdy. W wyniku wielu wydarzeń, które mają powiązanie z Paige dochodzi do wielkiego przewrotu w świecie jasnowidzów, a to, co się stało będzie miało jeszcze większy wpływ na przyszłość nie tylko bohaterów.

Nie da się ukryć, że Zakon Mimów to niezła cegiełka, dlatego, gdy zaczęłam czytać miałam pewne obawy do tego, czy w ogóle warto tykać kolejną powieść Shannon. Niestety, po części moje obawy się potwierdziły, do pewnych wydarzeń historia ciągnęła się dla mnie tak, jakby skończyć się nie miała. Strasznie się nudziłam, ale pamiętałam, że w przypadku Czasu Żniw miałam tak samo, więc nie poddałam się i brnęłam dalej. Dobrze, że nie odłożyłam Zakonu Mimów z powrotem na półkę, bo okazało się jedną z lepszych powieści fantastycznych, jaką czytałam w życiu! Uwielbiam ten cykl całym sercem i aż wstydzę się tego, że chciałam odpuścić sobie czytanie drugiego tomu!

Spodobało mi się to, że autorka postanowiła umieścić bohaterów w innym miejscu, niż w pierwszym tomie. To dobrze, że nie postanowili wrócić do tamtego miejsca w celu udowodnienia sobie czegoś. Czytelnik razem z postaciami znajduje się w miejscu, które oni bardzo dobrze znają. Większość wydarzeń nie jest poświęcona tylko Paige, ale reformom, które stara się wprowadzić i dąży do tego wytrwale. Byłam pod wielkim wrażeniem tego, jak została ona stworzona. Pełna uporu i bezwzględnie dążyła do swojego, wyznaczonego celu. Odważna i dzielna. Nie poddawała się emocjom, chociaż w stosunku do pewnej osoby jej uczucia zaczęły nabierać barw. Autorka wykreowała całą plejadę fantastycznych postaci, dzięki którym lektura Zakonu Mimów nie skończyła się totalnym fiaskiem. W pewnych momentach cieszyłam się, że Paige ma wokół siebie tak wspaniałych ludzi oraz nieprzerwanie podziwiałam ją za to z jaką determinacją walczyła o prawdę. Wir wydarzeń wciąga czytelnika do świata, w którym prawdopodobnie nie chciałby żyć. Autorka, gdy już się rozkręci włada świetnym piórem oraz umiejętnością utrudniania życia swoim postaciom.


Zakon Mimów to naprawdę dobra kontynuacja Czasu Żniw oraz świetny wstęp do kolejnego tomu, którego już nie mogę się doczekać. Świetni bohaterowie, ciekawa fabuła oraz zaskakujące wydarzenia – czego chcieć więcej? Polecam! 

Za możliwość poznania dalszych przygód Paige dziękuję Wydawcy!
Opinia dostępna także na:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz