2014-01-08

#63 Paulina Ptasińska - "Wesele"

źródło

Autor: Paulina Ptasińska
Tytuł: Wesele
Ilość stron: 338
Moja ocena: 5/6
Forma: książka


Chyba każdy człowiek, który żyje na tym świecie ma swoje pragnienia, marzenia i nadzieje. Są też tacy, którzy robią wszystko by ich plany miały odwzorowanie w rzeczywistości. Muszę przyznać, że raczej należę do tej bardziej leniwej grupy, na co czasami jestem zła. Tak, zła sama na siebie. Część z nas, a mówię o kobietach marzy o wyjściu za cudownie przystojnego, inteligentnego, zamożnego, zabawnego, czułego i co jeszcze można wymyślić mężczyznę. Tacy raczej na drzewach nie rosną, więc trzeba się nieźle napracować aby takiego spotkać i oczarować go sobą. Bądźmy szczerzy to raczej do łatwych nie należy, dlatego czasami warto swoje marzenia opisać w książce. To świetny pomysł i go popieram. Uwielbiam takie obyczajowe i kobiece historie, w których szara myszka zakochuje się, zresztą z wzajemnością, w przystojnym mężczyźnie.


To są takie typowe i schematyczne historie, ale za to bardzo lekkie i idealne na odstresowanie. W końcu czasami zdarza mi się też czytać dla relaksu, a nie tylko po to, bo mam kolejny sprawdzian z czegoś tam i trybie natychmiastowym muszę otworzyć podręcznik.

Taką lekką lekturą jest właśnie Wesele Pauliny Ptasińskiej, powieść ta zaciekawiła mnie przede wszystkim swoim opisem, z którego oczywiście dowiedziałam się za dużo. Czym mnie zaciekawił? Tym, że czytając w pośpiechu nic prawie nie zrozumiałam. Dziwne, wiem o tym. I jak tylko wróciłam do domu (po dłuższym pobycie u brata, dla jasności) to zaczęłam czytać. W cztery godziny lekturę tej książki miałam za sobą, a z uśmiechem zadowolenia na twarzy usnęłam.

Główną bohaterką Wesela jest dwudziestoparoletnia Alicja Nowak. Nazwisko bardzo takie powszechne, ale oczywiście w żaden sposób mnie to nie zraziło. Z zawodu jest prawnikiem, ale niestety pomimo swojej wiedzy i dyplomu z wyróżnieniem jej szef i jednocześnie mentor nie powierzył jej jakiejkolwiek sprawy. Kobieta męczy się w jego kancelarii porządkując papiery i prowadząc wykłady za profesora Dudka, który obecnie jest na urlopie ze swoją nową ... „narzeczoną”. Jednak nie o tym jest cała powieść. Karolina, młodsza siostra Alicji wraca do Polski ze Stanów by przygotować swój ślub. I właśnie na tym wydarzeniu będzie opierać się dalsza akcja.

Świat Alicji wywraca się do góry nogami, gdy poznaje rodzinę Maćka Colda – narzeczonego jej siostry. Jego rodzina jest bardzo miła, szczególnie mama Róża, którą polubiłam od pierwszej strony, na której się pojawiła. Jednak nie ojciec, mama, siostra ani sam Maciek są problemem. Okazuje się nim być Wiktor. Karolina stwierdziła, że jest on bardzo gburowaty i chamski. Niestety, główna bohaterka mogła się o tym przekonać już w momencie otwarcia mu drzwi jej rodzinnego tomu.

Od nienawiści do miłości tylko jeden krok – tak brzmi pierwsze zdanie w opisie tejże książki i muszę przyznać, że idealnie ono pasuje. Z reszty tego króciutkiego tekstu możecie się dowiedzieć prawie wszystkiego co zdarzy się w czasie akcji.

Czy przeszkadzała mi przewidywalność Wesela? Absolutnie nie! To raczej do domyślenia, że między Wikorem a Alicją zawiąże się jakieś uczucie. Chcąc czy nie – czuć to od ich pierwszego spotkania. Jednak nie jest tak prosto jakby się wydawało. Autorka zastosowała tutaj różne chwyty, aby podbudować napięcie i niezdecydowanie. Czytelnik dowie się więcej o życiu Wiktora oraz jego brata Maćka. To właśnie historia tego drugiego mną wstrząsnęła. Od kiedy miałam okazję przeczytać o nim w jakimś początkowym rozdziale nie pomyślałabym, że mógł zrobić komuś takie (przepraszam za wyrażenie) świństwo.

Akcja dzieje się na przestrzeni kilku miesięcy, jednak ja jako czytelniczka w ogóle tego nie odczułam. Wydarzenia działy się tak szybko, a ja tylko pragnęłam więcej i w końcu poznać końcówkę historii, by mój zmysł detektywistyczny był nasycony.

Książka jest oczywiście przesycona miłością i dobrym humorem. Niestety czasami troszkę wymuszonym, co mnie irytowało. Nawet główna bohaterka nie doprowadzała mnie do szaleństwa, co jest dziwne. Czasami zachowywała się dziwnie, ale postanowiła się wczuć i pomyślałam, że przecież pewnie w niektórych sytuacjach zareagowałabym podobnie jak ona. W końcu to miłość, wielkie i niby cudowne uczucie. To znaczy nie niby, bo ja akurat czuję się kochana przez moją rodzinę. Moim zdaniem lepszego uczucia od bycia kochanym i bezpiecznym nie ma.

Ja tak tutaj lukruję i znajduję same plusy, ale minusy też znalazłam. Pierwszym z nich są liczne literówki. Znaczy, może nie liczne, ale trochę ich było. Na przykład Wiktor przemieniał się w Witolda i czułam się trochę zagubiona. Następne co zauważyłam, ale nie jestem pewna to to, że w jakiś początkowych rozdziałach Alicja miała ciemne włosy (albo coś mi się ewidentnie pomyliło), natomiast już w kolejnych blond.

Najbardziej zaskoczyły mnie dialogi. Moją największą obawą było to, że będą one tak strasznie wymuszone i nienaturalne, że niestety będę musiała zakończyć czytanie. Pomyliłam się i bardzo mnie to zachwyciło. Oczywiście nie były one jakieś wybitnie idealne, ale mi pasowały.


Podsumowując, Wesele to niezwykle lekka, przewidywalna i idealna w odbiorze lektura. Nie znajdziecie tutaj przepisu na zamienienie piasku w złoto czy też złożonych działań matematycznych. To po prostu ciekawa lektura na jeden wieczór, idealna na odstresowanie się. Zachęcam każdą jedną kobietę, starszą czy młodszą lubiącą taki typowy „dziewczyński” gatunek do sięgnięcia. Liczcie się z tym (wspominam po raz kolejny, wiem), że to nie literatura wysokich lotów, ale wciąga niczym tornado. :)

Za książkę dziękuję Wydawcy i zapraszam na ich stronę na facebooku.

Opinia dostępna także na:

6 komentarzy:

  1. Czasem i takie rzeczy trzeba poczytać - ja tam się za bardzo nie powstrzymuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię tego typu książki i chętnie bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo widzę że książka jest tak lekka że aż prosi się bym ją wzięła i przeczytała :)
    Na pewno nadrobię ten czas i ją uzupełnię w swojej biblioteczce :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. słodzisz :P zwykle nie mam ochoty na takie powieści, ale tym razem ewidentnie mnie do niej ciągnie. Tak to przedstawiłaś, że teraz będę kombinować, skąd ją dostać :P

    Ściskam mocno,
    Nats <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Wysoka ocena, zawartość wydaje się przyjemna w odbiorze - chętnie się rozejrzę za tym tytułem. Lubię tsakie lekkie czytadła a ta takim się właśnie wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, ten komentarz co prawda nie będzie do postu, ale zostałaś wyróżniona na moim blogu :) Oto adres: http://endlessbooks.blogspot.com/2014/01/liebsster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń