2013-12-05

#57 Zbiór opowiadań - "17 szram"

źródło

Autor: Wielu autorów
Tytuł: 17 szram
Liczba stron: 384
Moja ocena: 5/6
Forma: książka


Ostatnio zastanawiałam się nad tym, dlaczego ludzie lubią oglądać horrory. Dla uczucia dreszczyku podczas oglądania czy późniejszych „halucynacji” i wymyślanie nieprawdziwego? Sama lubię ten gatunek, jednak nigdy w samotności nie oglądam filmów z tej półki. Musi być ktoś przy mnie, bo inaczej strasznie się boję. Czasami te horrory nie są tyle straszne, co obrzydliwe. Bryzgająca zewsząd krew czy wystające, połamane kości – mnie to nie straszy, ale jednak zamykam oczy.
Nigdy też nie czytałam prawdziwej z kartek i liter powieści grozy, takiej która wzbudziłaby we mnie inne emocje niż znużenie czy po prostu … nic.


Podziwiam wszystkich autorów, którzy z wielkim zaangażowaniem i dokładnością opisują, co ich bohaterzy robią innym. Jak dokładnie wyglądają narządy wewnętrzne ludzi. To wspaniałe, ciekawe i jednocześnie chore. Chore w pozytywnym znaczeniu tego słowa, jednak nie przekonują mnie takie zbyt dokładne opisy.

17 szram to zbiór opowiadań siedemnastu polskich i zagranicznych autorów. Książka ta została stworzona w konwencji podobnych jej zbiorów opowiadań jak 11 cięć, 13 ran czy 15 blizn. Tą pierwszą miałam ochotę przeczytać, od momentu, kiedy dowiedziałam się, że takie coś istnieje. Niestety do tej pory nie było mi to dane, ale na pocieszenie mam 17 szram, które wzbudziło mnie przeróżne emocje. W opisie możemy przeczytać, że opracowanie te zawiera jedno z najstarszych opowiadań Grahama Mastersona – nie mogę zaprzeczyć, że wiele pozytywnego przeczytałam na temat tego autora. Zaciekawiona postanowiła, że spróbuję.

Na samym początku zaserwowano mi całkiem smakowitą opowieść pod tytułem Kompleks Kasandry, mojej imienniczki Aleksandry Zielińskiej. Tekst ten jest niezwykle tajemniczy już od pierwszego zdania. Czytelnik poznaje Benedykta Szejtanowicza, który opowiada o wszystkim, co się wydarzyło. Kryje on za sobą pewną tajemnicę, o której nie mogę wam powiedzieć, bo stracilibyście cały element zaskoczenia. Akcja rozgrywa się w Polsce, na pewnym krakowskim osiedlu. Moim zdaniem tekst pani Zielińskiej nie był tyle co straszny a bardzo tajemniczy i to właśnie czyni go takim… niezwykłym.

Drugie opowiadanie w kolejności nosi tytuł Rozpruwacz a autorem jest F. Paul Wilson – amerykański pisarz, na koncie którego jest już kilka bestsellerowych powieści, a niektóre z nich zostały nawet zekranizowane. To nie jest wesoła historia. Przygodę razem z bohaterem rozpoczynamy na cmentarzu, podczas pogrzebu jego córki. Została porwana a następnie zamordowana. Główna postać ma wielkie poczucie winy, ponieważ stało się to podczas weekendu, który Jessica spędzała u niego. Po tej smutnej uroczystości podchodzi do niego pewien mężczyzna i przedstawia mu się jak Gerald Caskie. Jest on jednym z funkcjonariuszy pracującym w FBI, zdradza głównemu bohaterowi poufne dane dotyczące mordercy jego pięcioletniej córeczki. Kim okaże się morderca i jakie wynikną skutki z tego, że bohater zaufał pierwszej lepszej osobie podającej się za funkcjonariusza FBI? Moim zdaniem opowiadanie samo w sobie nie jest jakoś zabawne, ale posiada pewne pouczenie a zakończenie jest niebywale zaskakujące. Nie znajdziecie w nim jelit na ścianach i krwi wyciekającej z każdej jednej rany, ale interesującą oraz smutną historię.

Trzeci tekst dotyczy popularnego tematu jakim jest likantropia oraz wampiryzm. Jednak Łukasz Radecki serwuje nam porządną dawkę ludzi zamieniających się w zwierzęta. W A czerwiec był piękny tego roku czytelnik poznaje pewną parę, a mianowicie Patryka i Dorotę. W ich związku ostatnio dochodzi do częstych nieporozumień, ale jednocześnie w mieście grasuje straszliwa bestia. W tym opowiadaniu nie odnajdziecie pospolitego wilkołaka, ale dostojnego lub dostojną lwicę. Myślę, że tekst ten został napisany bez większego ładu i składu. Gdyby autor planował jakąś oddzielną powieść lub dłuższe opowiadanie, od tego które zaserwowano w 17 szramach wyszłoby to na pewno znacznie lepiej, bo muszę dodać, że nutka tajemnicy pomieszana z pozorami wyszła tutaj świenie!

Z perspektywy czasu to opowieść, która skojarzyła mi się tylko i wyłącznie z filmem Dom woskowych ciał, w którym to wystąpiła Paris Hitlon. Co prawda Ramsey Campbell  jako jednej z bohaterek nie użył niebywale bogatej panny, ale za to syna, który postanowił, że w końcu odwiedzi swoich rodziców. Trent przemierza swoje rodzinne miasto dziwiąc się jak szybko uległo ono zmianom. Mija stare kino, które jest opuszczone i zapuszczone przez co wygląda strasznie. Rodzice bohatera wydają się równie nieludzcy oraz dziwni. Szczerze – czułam strach podczas czytania. To było pierwsze opowiadanie w tym zbiorze, które wywołało takie emocje i cieszyłam się z tego. Podobnie jak poprzednie teksty w 17 szramach to też jest pełne tajemniczości oraz ma zaskakujące zakończenie. Myślę, że Z perspektywy czasu to doskonały materiał na powieść grozy. Gdyby rozwinąć niektóre wątki byłaby to naprawdę przerażająca opowieść. Co oczywiście byłoby plusem.

Opowiadania Karolina Roberta Ziębińskiego oraz Skorodowany Kazimierza Krycza Jr były dla mnie najbardziej dziwne. Zadziwiające co może kryć się w umysłach pisarzy. W pierwszym spotykamy kobietę, która w kryzysowych dla siebie momentach wycofuje się mentalnie do białego pokoju. No cóż nie zawsze z dobrym skutkiem dla innych, natomiast w drugim spotykamy mężczyznę, który dowiedział się, że ma raka. Historia o tyle nieprawdopodobna, że na cmentarzu widzi on żywy posąg anioła.

Od kilku lat uwielbiam biologię i wszystko co związane z przyrodą. Nie jestem może jakoś bardzo upośledzona na tym punkcie, ale staram się segregować śmieci, wykorzystywać papier do końca i ogólnie prawie nic się u mnie nie marnuje, dlatego Czerwony świat Caltona Mellicka bardzo przypadł do mojego gustu. Czytelnik ma okazję odwiedzić brutalny świat pełen zmutowanych istot, gdzie wszystko jest w kolorze czerwonym a robale zbierają się w roje. Nic już nie jest bezpieczne, ludzie nie mają snów i powstają ryboludzie poprzez mutacje DNA. Z tego co mam wypisane wynika, że opowiadanie to wywołało we mnie wstręt i obrzydzenie, jednak myślę, że raczej w pozytywnym znaczeniu. Tekst ten czytałam z rosnącym zainteresowaniem a zakończenie strasznie mnie zasmuciło.

Teraz o Biel łabędzia, biel łabędzia, które niestety w ogóle mi się nie spodobało. Było stanowczo za krótkie i troszkę dziwne. Przekaz jaki odebrałam z tego opowiadania jest taki, że śmierć jest najlepszym lekarstwem na niektóre choroby.

I w końcu Graham Masterton, na którego długo czekałam. W obronie Rogera Herringsa to opowiadanie, które również nie wywarło na mnie jakiegoś wrażenia, po prostu zwykła historia, w której nie wydarzyło się nic szczególnego ani nadzwyczajnego (być może moje oczy to pominęły), jednak nie mam zamiaru się zrażać i sięgnę po inne działa tego autora.

Dziesiąty tekst po prostu mnie zachwycił, chyba najbardziej z całego zbioru. Jacek Rostocki wprowadza czytającego w brutalny świat Wypsy, kolonii karnej, na której są prowadzone pewne badania nad Empatronem. W dostawie nowych więźniów jest ktoś szczególny… a mowa o Ianie, który okazuje się być… tego wam nie zdradzę. Musicie koniecznie sięgnąć po to opowiadanie aby się przekonać. Według mnie to kolejny tekst, który zasługuje na bycie odrębną powieścią. Pomysłowość i wyobraźnia pana Rostockiego poraża i zachwyca.

Ciało/Krew można powiedzieć, że to dość kontrowersyjny tekst Dawida Kaina, ale jakże cudowny i ciekawy. Autor pokazuje pewne małe społeczeństwo, które bezgranicznie i ślepo jest oddane Bogu. Nie czepia się wiary, ale bardziej księży. Odniosłam wrażenie (i mam nadzieję, że dobre), że pan Kain pokazał w krzywym zwierciadle swoją wizję teraźniejszości i przyszłości. Bardzo ciekawe doświadczenie i szczerze polecam ten tekst.

Mort Castle w swojej Poradzie udziela dosyć dziwnych wskazówek. Kreuje postać Kelli, nastolatki, która popełniła samobójstwo. Wszyscy dookoła są smutni z tego powodu, ale najbardziej jej rodzice. Zastanawiają się nad tym co zrobili źle a bohaterka odpowiada im, że nic. Odebrała sobie życie, bo tak chciała. „Życie to wybór” – tak brzmi jedno ze zdań, które zapadło mi w pamięć. Jedyną osobą, która może ją dostrzec jest jedne z pracowników szkoły – Theo Dewald. Niestety tekst ten nie przypadł mi za bardzo do gustu.

Trzynaste opowiadanie było szczerze pokręcone, obrzydliwe i tajemnicze nawet po zakończeniu jego czytania. W 18+ Pawła Waśkiewicza spotkałam dwóch dziwnych mężczyzn. Jeden z nich, o którym opowiada narrator, uwielbia rozmawiać na temat śmierci, a jednym z jego marzeń jest zobaczenie twarzy umierającej osoby. Szuka po sieci różnych filmików odpowiadających jego gustowi i przez to wpakował się w coś, czego nikt nie chciałby przeżyć.

Przejścia Michała Gaceka opowiada historię mężczyzny, który pewnego dnia szuka swojej dziewczyny. Wszelki ślad po niej zaginął a najgorsze jest to, że nikt o niej nic nie wie. Wszelkie zdjęcia zniknęły z dysku. Jednak czy na pewno ta dziewczyna istniała? Czy to tylko wymysł bohatera?

W następnym tekście spotykamy ocalałego człowieka z katastrofy kosmicznej. On wraz z zespołem wylecieli w kosmos, aby zbadać skąd pochodzi pewien sygnał. Dlaczego został tylko on i co stało się z pozostałymi?

Ouija Roberta Cichowlasa to opowiadanie, które autentycznie mi się spodobało. Nie tyle, że interesuję się okultyzmem, ale fascynuje mnie świat poza ziemski. Podobnie czuli bohaterowie tylko, że oni spróbowali skontaktować się z duchami. Dominik kupił na targu tablicę Ouija i wraz ze swoimi przyjaciółmi zaczął wywoływać istoty poza ziemskie, niestety bez skutku. Jego przyjaciele stwierdzili, że to bez sensu i dalej nie próbowali, jednak główny bohater nie zniechęcił się i dalej próbował. Co z tego wynikło? Jakie konsekwencje poniół?
Autor w świetny sposób wywołał nastrój grozy i żałowałam, że opowieść ta jest taka krótka.

Ostatnie opowiadanie ze zbioru 17 szram nosi tytuł Legenda o Sleppy Hollow autorstwa Washingtona Irvinga. Dla mnie było ono najnudniejsze ze wszystkich zebranych w tej książce. Narrator opowiada historię pewnego nauczyciela, który według mnie był zachłanny a na jego drodze spotkał bardzo dziwną zjawę.

Podsumowując: 17 szram bardzo mi się spodobało jako całość. Nie każdy tekst był dla mnie dobry, ale z przyjemnością oddałam się lekturze. Na pewno przekonałam się do kilku autorów, których powieści muszę koniecznie przeczytać. Zbiór ten był pierwszym w mojej karierze czytelniczej i nie żałuję tego. Nie każdemu da się dogodzić, więc oczywiście nie wszystko mi się spodobało, jednak myślę, że warto czytać podobne książki, aby sprawdzić czy styl autora spodoba nam się na tyle, aby sięgać po inne jego historie. 17 szram było dla mnie wielkim wyzwaniem, które będę wspominać z przyjemnością.

Polecam!

Za możliwość przeczytania 17 szram dziękuję Wydawnictwu Replika oraz portalowi Sztukater.pl



5 komentarzy:

  1. Chciałam sięgnąć po tę pozycję, przekonałaś mnie jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zrażaj się do Mastertona, bo ma on naprawdę fajne książki. To jeden z moich ulubionych pisarzy :) Może nie wszystkie jego książki czy opowiadania mi się podobają, ale nie zmienia to faktu, że naprawdę lubię go czytać i kupuję jego książki :)

    Co do "17 szram" to na pewno ciekawy zbiór opowiadań. Jeżeli znajdę na półce w jakiejś taniej księgarni to może z ciekawości zakupię, ale na razie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za opowiadaniami, ale w sumie 17 szram... no, jak będzie w bibliotece to wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. W opowiadaniach tak już bywa, że są te lepsze i gorsze, ale ja uwielbiam zbiory opowiadań, więc tym również nie pogardzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej zaintrygowały mnie chyba "Przejścia", a tak ogółem to gratuluję aż tylu napisanych słów :D Może jak będę miała możliwość, to sięgnę po "17 szram", ale na razie nie leżą u mnie na półce ^^

    Ściskam, Nats ♥

    OdpowiedzUsuń