2013-12-02

#56 Chelsea Monroe-Cassel, Sariann Lehrer - "Uczta lodu i ognia"

źródło

Autorki: Chelsea Monroe-Cassel, Sariann Lehrer
Tytuł: Uczta lodu i ognia
Liczba stron: 240
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Moja ocena: 5/6
Forma: książka


Na rynku można znaleźć przeróżne książki kucharskie. Niby zaliczają się do poradników, ale na przykład w Empiku mają osobną półkę. Co sławniejsza osoba myśląca, że umie gotować (lub faktycznie to potrafi) wydaje swoją powiększając tym nowości w księgarniach. Ale czy w erze Internetu kupować takie książki? Nie oszukujmy – te lepsze, wydrukowane na świetnym jakościowo papierze, a na widok zdjęć ślina sama napływa – są niestety droższe. Czasami cena takich egzemplarzy mnie przeraża, dlatego większość sięga po to, co można znaleźć w czeluściach chyba jednego z lepszych wynalazków ludzkości, tak tak – mówię o Internecie.


Nie dziwi mnie fenomen książek kucharskich takich osobistości jak Jamie Oliver czy Gordon Ramsay, bo skoro ludzie zakodowali sobie, że to są genialni kucharze to i ich książki pewnie będzie równie świetne. Myślę, że mogę to potwierdzić, bo z paroma takimi publikacjami się spotkałam. Na dodatek mam wrażenie, że gdy otwieramy, wertujemy i inspirujemy się daną publikacją to prowadzimy taki mini konwersację z autorem. Może to moje chore wymysły, bo lubię gotować i jestem do tego zmuszona z racji kierunku nauki jaki wybrałam.

Ile to już książek kucharskich pojawiło się po sukcesie jakiegoś serialu czy filmu, ale tym razem pragnę wam zaprezentować publikację, którą opracowały dwie panie zainspirowane, można rzec, kultową serią Pieśni Lodu i Ognia.

Pomysł wziął się z tego, że George R. R. Martin w swoich powieściach bardzo barwnie i opisowo opowiada o ucztach oraz daniach pojawiających się w toku wydarzeń. Nie wiem, nie doświadczyłam tego jeszcze, ale wierzę na słowo. Jak na razie mam za sobą cały pierwszy sezon serialu, jednak myślę, że na wszystko przyjdzie swój czas. Fani w listach kierowanych do autora pisali a raczej żartowali na temat tego, że powinien on napisać właśnie książkę kucharską, tylko problem jest jeden – pan Martin nie potrafi gotować. Opisuje swoją przygodę z tym pomysłem we wstępnie. Moim zdaniem jest to przezabawny choć krótki tekst.

Potem cała uwaga skupia się na autorkach przepisów – Chelsie Monero-Cassel i Sariann Lehrer, opisują motywy, które skłoniły je do napisania takiej a nie innej książki. A następnie to co najsmaczniejsze, czyli instrukcje jak przygotować dania.

Wszystkie posiłki są pogrupowane według regionów, które czytelnik odwiedza czytając powieści Martina. Autorki starały się aby dokładnie odwzorować dania, brały jak najbardziej zbliżone do średniowiecznych składniki i z wielkim wyczuciem testowały, doprawiały i układały wszystko w całość.

Czytelnik zaczyna przygodę na Murze. Dania podawane w tamtej części (z racji panującej ciągle mroźnej pogody) powinny być rozgrzewające i sycące. Tak, aby Nocna Straż była w stanie pełnić swoje zadanie.

Potem przenosimy się na Północ, gdzie autorki proponują typowe śniadanie rodem z Winterfell, jednak mnie najbardziej urzekły pieczone jabłka, bo uwielbiam te owoce a w składnikach potrzebnych do stworzenia takich cudowności nie ma ani mililitra miodu!

Następnie jesteśmy zaproszeni na ucztę na Południe, gdzie między innymi znajdziecie przepis na „Czarny chleb”. Sama jeszcze tego powszechnego produktu nie piekłam, ale marzy mi się własny, na prawdziwym zakwasie.

W Królewskiej przystani odnajdziecie iście luksusowe dania zaczynając od śniadania by potem zjeść na przykład krem z grzybów ze ślimakami.

W części poświęconej Dorne znalazłam najbardziej zaskakujące przepisy, posłuchajcie tego: „Dornijski wąż w sosie piekielnym” – czyż nie brzmi ciekawie?

Uczta Lodu i Ognia na pewno nie jest książką w stylu: milion przepisów za 10 złotych każdy. Jak na średniowiecze przystało dania są obfite a składniki też do najtańszych nie należą. Prawie każda instrukcja jest rozpoczęta od cytatu z powieści Martina i żeby nie zapomnieć o najciekawszym a mianowicie – zdjęcia! W publikacji tej znajdziecie ich całą masę i wyglądają naprawdę średniowiecznie, czyli tak jak sobie to wyobrażam.

Książkę polecam w szczególności fanom, bo to pewnie głównie do nich kierowana jest Uczta Lodu i Ognia. Moim zdaniem zawarte przepisy nie nadają się na codzienne posiłki (ale jeśli ktoś chce – nie zabraniam. Kwestia gustu =]) a na jakieś święta rodzinne czy tym podobne.

Ja osobiście polecam, bo bardzo mi się ta publikacja spodobała i mam nadzieję, że jak najczęściej będę po nią sięgać.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackie oraz portalowi Sztukater.pl

7 komentarzy:

  1. Uważam, że jest to świetna gratka dla wielbicieli Martina. Za mną jedynie GRA O TRON , więc za dużego rozeznania w sferze kulinarnej nie mam. Jest to także doskonały pomysł, by na fali popularności wykorzystać swoje 5 minut. Jak to wyjdzie, i czy czytelnicy połkną haczyk, zobaczymy. Pozdrawiam książkowe zauroczenie

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprezentuję ją bratu, to może coś mi upichci :D
    Pzdr :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ciekawie, chociaż sama niewiele gotuje :D nie mam do tego talentu, ale pomysł na prezent genialny :D

    Pozdrawiam, Nats ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Też szykuję recenzję tej książki :)

    Zgadzam się z Tobą, że posiłki zdecydowanie nie nadają się na co dzień, chyba że preferuje ktoś pieczonego dzika albo kaczkę :) Jedno jest pewne - dania są na typową rycerską ucztę ;) Są też różne inne, powiedziałabym... Nietypowe przepisy :D Ale myślę, że można te składniki zastąpić innymi :) Jest jednak parę ciekawych, które mam w planach zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Klimaty nie moje, ani nie moja działka, ale Twoja recenzja jest bardzo dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam gotować i uwielbiam Grę o tron. Chętnie zapoznam się z tą książką. Dodaję i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń