2013-11-21

#53 Samantha Shannon - "Czas żniw"

źródło
Autor: Samantha Shannon
Tytuł: Czas Żniw
Wydawca: Wydawnictwo SQN
Ilość stron: 520
Moja ocena: 5/6
Forma: książka

Są takie historie, które po prostu wbijają w fotel czy jakikolwiek mebel, na którym odpoczywacie czytając. Wywołują przeróżne uczucia na ogół w sensie tym bardziej pozytywnym niż negatywnym. Czasami czujemy podświadomie, jeszcze zanim weźmiemy egzemplarz w dłonie i będziemy delektować się lekturą, że historia, którą zaczniemy okaże się czymś w rodzaju hitu. I jak zwykle bywa, kiedy historia mi się spodoba i nie widzę w niej jakiś rażących minusów to mam problem z napisaniem jakiejś sensownej recenzji co by trzymała się jakoś.
Jednak z Czasem żniw mam bardzo wielki dylemat – świetnie czułam się podczas lektury, akcja wciągnęła mnie bez końca i zamiast się uczyć cały dzień spędziłam na czytaniu, ale jednak to było by coś co bardzo by mi się spodobało. Nie wbiło mnie w fotel, nie wywołało silnych objawów kaca poksiążkowego. Tylko najgorsze jest to, że nie mam zielonego (a może czarnego…żeby mi do pseudonimu pasowało) pojęcia co w tej całej historii mi nie pasowało.

Rok 2059, Sajon Londyn. Wkroczyłam do całkiem obcego mi miasta i czasu, więc na początku miałam obawy, czy zdołam się odnaleźć w całości. Na szczęście poznałam niewiele ode mnie starszą Paige Mahoney, która dzięki swoim wyjątkowym umiejętnościom potrafi włamać się do ludzkiego umysłu. Pracuje w podziemiu dla niejakiego Jaxona Halla i oczywiste jest to, że sposób w jaki zarabia jest całkowicie nielegalny. Kiedy po jednej z takich tajemniczych sesji wracała zmęczona pociągiem do domu ten nagle stanął. Okazało się, że „służby bezpieczeństwa” sajonu postanowiły przeszukać pojazd. Niestety dla bohaterki, ale stworzyła się nieprzyjemna sytuacja, w której również zawiniła sama Paige. Już następnego dnia została pojmana i przetransportowana do Oksfordu – niby skażonej strefy, ale nie całkiem… W kolonii tej sprawują władzę Refaitci, czyli potężna rasa pochodząca z innego świata, która przybyła na Ziemię dwieście lat przed aktualną datą wydarzeń rozgrywanych na kartach książki. Tam podczas uroczystości wszystkie zgromadzone w ostatnim czasie osoby zostały przydzielone do swoich opiekunów a Paige pod swoje skrzydła wziął nikt inny jak Arcturus Mesarhim – Naczelnik oraz małżonek krwi Nashiry.

Bohaterka od samego początku okazuje swoją buntowniczą naturę, nie ma zamiaru łatwo się poddać i najpierw walczy. Spodobało mi się to bardzo, bo rzadko w literaturze kierowanej do młodzieży można spotkać takie silne osobowości jak Paige. Jednak nie mogę zachwycać się tylko nią. Autorka naprawdę się postarała i stworzyła wiele barwnych, krwiożerczych a także świetnych postaci tylko po to, aby nadać jakiegoś charakteru stworzonej przez nią historii. Dlatego, że akcja rozgrywała się właśnie w „obozie” Refaitów to właśnie oni niesamowicie mnie zafascynowali. Do samego końca zastanawiałam się dlaczego tak wrogo odnoszą się do innych.

Główna postać czuje się w Szeolu I jak więzień i nie dziwię się jej – wszystkie osoby, które zostały sprowadzone z SajLo są taktowane jak śmieci, a ich głównym zadaniem jest chronienie Refaitów przed Szerszeniami lub rozbawianie ich.

To co spodobało mi się już od pierwszych stron to szybka, wartka i pędząca ciągle do przodu akcja. Na ponad 500 stronach tej książki nie ma ani chwili na wytchnienie aż zdziwiłam się, że dla bohaterów minęło tylko 6 miesięcy.
W historii tej znajdziecie wiele nowych i stworzonych przez Samantę Shannon wyrażeń. Stanowią one na pewno pewną oryginalność, nowość oraz nutkę tajemnicy. I w tym momencie wielkie pochwały dla tłumaczy – na pewno było to nie lada wyczyn. Na szczęście dla nas – czytelników – wszystko jest dokładnie opisane. Na końcu wydania znajduje się Słowniczek, dzięki któremu żadne nowe pojęcie nie zostanie nie zapamiętane.

Dodatkowym atutem historii Paige jest to, że wypowiada się ona sama. Opisuje wszystko po kolei, więc autorka zastosowała narrację pierwszoosobową i wyszło jej to naprawdę ciekawie. Czułam się jakbym była razem z bohaterką w Oksfordzie.  Świat w którym żyje bohaterka jest na swój sposób cudowny, ale jednocześnie pełen niebezpieczeństwa. Sprytnie wciągnięty wątek miłosny też mi się spodobał, jednak nie odgrywał on tutaj jakiejś większej roli. Niestety przeczuwałam to od początku, ale jest to na pewno jakiś minus. Składam pokłony również Samanthcie Shannon, której Czas żniw jest debiutem. Na dodatek bardzo dobrym, od którego nie można się oderwać.

Byłam zła, że historia Paige skończyła się tak jak skończyła, ale dzięki temu mam ochotę na więcej. Jestem niesamowicie ciekawa co autorka ma zamiar wyczarować w następnych częściach cyklu. Jeśli każda część będzie taka obszerna i wciągająca to na pewno będę po nią sięgać i polecać innym. Mam nadzieję, że autorka podwyższy jeszcze bardziej poziom, który pokazała w Czasie żniw oraz, że nie opuści go w następnych częściach.


Polecam!


Za książkę dziękuję Wydawcy
Opinia dostępna również na:
lubimy czytać | booklikes | matras | merlin | gandalf | empik

14 komentarzy:

  1. Już nie mogę się doczekać lektury! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po twojej recenzji nie mam innego wyjścia jak przeczytać tę książkę.
    Narobiłaś mi książkowego smaka :)
    Pzdr >.>

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet mimo tych słów nie jestem tak do końca przekonana.. I te imiona... Język można sobie na nich połamać :P Ale z Twoich słów wynika, że jest warta przeczytania, więc może... jak będę miała możliwość to przeczytam, ale chyba nie tak na siłe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią bym ci pożyczyła, ale mieszkasz za daleko... :c

      Usuń
  4. Jak tylko mi się uda z tym wydawnictwem o współpracę to wezmę od nich ta książka trzymaj kciuki by im się spodobała recenzja Szczęśliwej Ziemi

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ się naczytałam recenzji tej książki... koniecznie muszę ją przeczytać, bo zapowiada się świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem życzę Ci szybkiego zapoznania się z lekturą ;)

      Usuń
  6. Bardzo mnie interesuje ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podróże do przyszłości to absolutnie nie moja bajka, choć wiele dobrego już o tej książce słyszałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czarny Kapturku! Ale mi apetytu narobiłaś! Teraz będę chodzić głodna, zajadając suchary Makbetowe!
    A tak na serio to z ogromną przyjemnością bym to przeczytała, ale... Zawsze jakieś ale! Dobra, daruję ci tych wywodów. ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń