2013-11-12

#50 Jus Accardo - "Dotyk"

źródło

Autor: Jus Accardo
Tytuł: Dotyk
Ilość stron: 344
Moja ocena: 5/6
Forma: książka


Jestem jakąś dziwną odmianą mola książkowego, bo nie skupiam się na nowościach czy zapowiedziach. Owszem, lubię sobie popatrzeć co też nowego wydawnictwa pragną sprzedać, aby nieść nam – czytelnikom radość, ale nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi. Jednak, gdy spodoba mi się jakaś seria i szaleńczo się zakocham w bohaterach oraz stylu, w jakim pisze autor to śledzę na bieżąco czy czasami nie pojawiła się data wydania za granicą, a potem w naszym przepięknym kraju. Ubolewam nad tym, że tłumaczenie tomów trwa tak długo, ale cóż, czasami można się poświęcić w imię wyższych celów!


Tak samo miałam z „Dotykiem” – miałam świadomość iż taka historia istnieje, ale jakoś nie zagłębiałam się w ten cykl, gdy wzięłam sobie go do recenzji, jak później się okazało, pierwszy tom. Pamiętam, że jakoś w między czasie popchnięta zainteresowaniem dowiedziałam się, że swoją premierę miał również drugi tom i szczerze… nie mogę się doczekać aż dostanę go w swoje dłonie a moje oczy będą mogły śledzić tekst, podczas gdy wyobraźnie zacznie podpowiadać mi obrazy. Przecież to takie cudowne!

W „Dotyku’ mamy okazję poznać siedemnastoletnią pyskatą, odważną i robiącą wszystko co chce Deznee Cross. Kiedy wraca z jednej imprez, na których bywa regularnie tylko po to, aby pokazać ojcu, że wiele może a on nic jej nie zrobi, spotyka zagubionego chłopaka, który przed kimś ucieka. Nawet się go nie przestraszyła i pożyczyła mu swoje ulubione Vansy. Deznee zabiera nieznajomego do swojego domu, aby zrobić swojemu ojcu na przekór. Według mnie? Absolutnie nieodpowiedzialne i nienormalne, ale za to polubiłam właśnie tą bohaterkę.

Okazuje się, że Kale, bo tak na imię chłopakowi, ma niezwykły dar. Bardzo niezwykły, który nie powinien wydostać się poza Denazen Corporation. Dziewczyna przeżywa szok, gdy okazuje się, że jej ojciec wcale nie jest prawnikiem, a kimś innym. Znacznie gorszą osobą niż sobie to wyobrażała.

Niektóre sytuacje, które musieli przeżywać bohaterowie przypomniało mi po trosze polskie realia, a dokładniej to, co dzieje się w urzędach. Nie chcę obrażać ani nic, ale Kale oraz Deznee uciekali czy też poszukiwali różnych osób i prawie każda, którą odnaleźli kierowała ich do kogoś innego. Na pewno nadało to jakieś dynamiczności całej akcji, co jest zdecydowanie plusem. Miałam takie myśli w stylu „O, nareszcie go/ją odnaleźli. W końcu coś się wytłumaczy!”, niestety częściej rozczarowywałam się na tej płaszczyźnie, ale dalej i z uwagą śledziłam ich przygody.

Jedynym minusem, który wynotowałam sobie na kartce a dotyczy „Dotyku” to ten okropny i powszechny schemat ona + 2 ich, którzy walczą o nią a jak dochodzi co do czego to autorka każe błądzić nam – czytelnikom – w tym schemacie, aby całkowicie zamącić nam w głowach, chociaż i tak z góry wiadomo kogo główna bohaterka wybierze. Nie powiem, lubię wątek miłosny w książkach młodzieżowych, ale szczerze – byłabym nieziemsko zadowolona, gdyby autorzy takich książek wymyśliliby co innego. Jednak pani Jus Accardo wybaczam ten trójkąt, bo wymyśliła coś znacznie lepszego, co całkowicie mnie porwało!

Muszę przyznać autorce pomysłowość. Wszem i wobec wiadomo, że nie raz w skutek jakiś tam czynników chromosomy w organizmie rozwijającego się dziecka ulegają mutacji. Tak samo było w przypadku większości bohaterów, których mogłam poznać w tej książce. Każdy z nich miał przeróżne „dary” dzięki takiemu zabiegowi co pomagało w walce dobra ze złem.

Kolejną rzeczą, która podobała mi się w „Dotyku” to to, że szczerze i bardzo martwiłam się o postacie. Gdy Kale w skutek swojego i Denzee błędu został pojmany przez siepaczy Denazen Corporation miałam ochotę krzyczeć ze złości, ale jednocześnie było mi go tak bardzo żal. Chciałam na poważnie wejść do środka tej historii i pomóc bohaterce w uwolnieniu pojmanego.

Nie mogę nie wspomnieć o głównej bohaterce, nie przepadam za ciapowatymi bohaterkami, które płaczą, gdy paznokieć im się złamie. Na szczęście Deznee taka nie była. Okazała się odważną, pyskatą, ale jednocześnie zagubioną przez to czego się dowiedziała dziewczyną i muszę przyznać, że chciałabym mieć charakter podobny do jej. Ta odwaga po prostu mnie oczarowała, czasami wiązało się to z głupotą, ale wiadomo – każdy był lub jest młody i zdarzają się takie sytuacje, że robiliśmy bądź robimy coś szalonego.

Co do języka, którym posługiwała się Jus Accardo to jest on typowo młodzieżowy, jak na historię przystało również nie jest delikatny jak płatki kwiatów a całość opowiada bohaterka, więc narracja jest prowadzona w formie pierwszoosobowej. Autorce nie brakuje poczucia humoru, niektóre sytuacje były tak zabawne, że po prostu musiałam się głośno zaśmiać.

Uwielbiam takie książki. Wywołują emocje, powodują to, że chcesz tylko więcej a oryginalność powoduje, że po prostu się zachwycasz. Niestety „Dotyk” nie był dla mnie jakąś wybitną lekturą, którą pokochałam, ale z chęcią sięgnęłabym po „Toksynę”, bo jestem bardzo ciekawa co też wydarzyło się w czasie, kiedy mnie nie było z bohaterami.

Podsumowując jednym słowem: polecam!



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Dreams oraz portalowi Sztukater.pl

10 komentarzy:

  1. Nie jesteś sama, też nie skupiam się na nowościach ;) A "Dotyku" zupełnie nie kojarzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dotyk czytałam zaraz jakoś po premierze. Trafiła mi się okazja, ponieważ zostałam wylosowana do zrecenzowania na fanpage'u wydawnictwa i choć było to dość dawno i nie pamiętam dobrze o co w książce chodziło to wiem, że podobała mi się. Nie powaliła mnie co prawda, bo niestety niewiele mam z nią teraz wspomnień, ale mam zamiar sięgnąć po kontynuację ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś się skuszę, zobaczę. Ale wydaje mi się, że może trochę przypominać "Dotyk..." i "Sekret Julii". :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ją w planach. Niestety boję się, a wręcz jestem przerażona ogólnym podobieństwem do Dotyku Julii... Błagam, żeby to nie było zbyt podobne. xd Cóż, zobaczymy :)
    Pozdrawiam,
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszcze bardzo że dostałaś Dotyk jako egzemplarz recenzencki :D:D Po twojej recenzji bardzo chciałbym tę lekturę przeczytać, choć właściwie przechodziłem obok niej obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Osobiście mnie opis nie zainteresował, mimo, że znajduję się ludzie którzy zachwycają się tą książką. Osobiście również uważam, że pomysł jest nie oryginalny. Przypomina mi to połączenie "Wilkena", czy też trylogii "Najmroczniejsze moce" i "Dotyku Julii". Jeśli ktoś ofiarowałby mi książkę, przeczytałabym, ale jeśli miałabym ją sama kupić, to wydaje mi się, że trochę szkoda mi pieniędzy, zwłaszcza, że opis fabuły średnio mnie zainteresował.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam uwielbiam nowości, jednak mój portfel jednak nie. Jakby mógł to by mnie tłukł tymi książkami, które stoją na mojej półce, a nie raczyłam jeszcze ich otworzyć. ;)
    W młodzieżówkach zazwyczaj jest ten cudowny trójkąt, gdzie główna bohaterka musi wybierać między jednym ciachem a drugim. Tego nie da się ominąć. :D
    Pierwszy raz czytam o tej książce i jestem dozgonnie wdzięczna ci za to, że dzięki Tobie dowiedziałam się o tej pozycji. Może nie jest arcydziełem, ale czemu miałabym tego nie znaleźć i ocenić? Czas pokaże, co z tego wyniknie.
    Pozdrawiam. :D
    Ps. A zapomniałam dodać, że ja również tak mam, że jak przeczytam jedną część książki i mi się w kilkudziesięciu procentach spodoba to wyszukuje informacji czy jest jakaś wzmianka o kolejnych częściach czy autor zrobił nas w aua i postanowił zakończyć pracę nad danym cyklem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przed chwilą zamówiłam w bibliotece, jak mi się nie spodoba przyjdę do Ciebie z reklamacją :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, też nie jestem na czasie z wieloma tytułami, chociażby dlatego, że nie czytałam jeszcze Igrzysk Śmierci, serii GONE, Jutra, Miasta Kości czy wielu wielu innych, które są ostatnio popularne :)
    Chociaż polecasz "Dotyk", ja chyba dam sobie na wstrzymanie z tym tytułem. Mam na razie stos innych książek do czytania, milion innych w planach. Ale nie skreślam tej historii, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi również podobała się ta książka, choć obawiałam się, że będzie to odgrzewany kotlet, coś w stylu "Dotyku Julii". Na szczęście tak się nie stało. W większości moje odczucia pokrywają się z Twoimi :) Teraz muszę zdobyć gdzieś drugą część...

    OdpowiedzUsuń