2013-11-08

#49 Miriam Dubini - "Wiatr - Jaskółczy lot"

źródło

Autor: Miriam Dubini
Tytuł: Wiatr - Jaskółczy lot
Ilość stron: 200
Moja ocena: 4+/6
Forma: książka

Czasami zdarza się tak, że kontynuacja jakiegoś cyklu nie dorasta do genialności pierwszej części. Wtedy my – czytelnicy kończymy dane serie tylko z ciekawości albo dlatego, bo nie lubimy zostawiać niedokończonych spraw. Często miewam tak, że gdy początek czegokolwiek nie spodoba mi się nie kontynuuję męki z tym czymś, bo i po co? Ani to nie prowadzi do jakiegoś wielkiego celu a cierpienie w takiej sprawie, według mnie, nie uszlachetnia. Przy książce chcę się rozluźnić i przeżywać razem z bohaterami ich zawiłe przygody oraz czuć to, co oni. Czasami czytam po to, aby czegoś się nauczyć nawet w najmniej spodziewanym momencie.


Szczerze mówiąc nie dziwię się, że „Wiatr – Wiadomość do mnie” oraz „Wiatr – Jaskółczy lot” mają na różnych zagranicznych portalach związanych z literaturą takie słabe oceny. Ta seria na pewno nie należy do ambitnych, ale bardzo przyjemnie spędza się czas na lekturze. Oprócz daru, którym posługuje się Anselmo nie ma w tej historii oryginalnego. Ot, zwykła opowieść o miłości i trudach życia codziennego nastolatków żyjących w Wiecznym Mieście.

Jednak druga część zyskała więcej mojej sympatii od swojej poprzedniczki. W pierwszym tomie, według mnie była to taka zabawa w kotka i myszkę. Co chwile bohaterowie się odnajdowali by za chwilę znowu siebie szukać i obrażać oraz stroić fochy. „Jaskółczy lot” przypadł mi bardziej do gustu, wreszcie autorka raczyła rozwinąć życiorysy postaci, ale nadal nie skupiła się na tych osobach, o których chciałabym się znacznie więcej dowiedzieć, jednak nie ma co narzekać. Pojawił się Emiliano, którego czytelnicy mogli poznać w „Wiadomości do mnie”. Nie da się zaprzeczyć, że jest on zagubionym, złym chłopcem, który nie chce, aby go skrzywdzono. Jest wrażliwy, chociaż nie chce dać po sobie tego poznać.

Akcja z pierwszego tomu rozwija się w drugim i właśnie dotyczy Emiliano. Ci, którzy czytali wiedzą, że Anselmo jest takim ekstra listonoszem. Znajduje on zagubione paczki, listy i przedmioty by potem doręczyć je odpowiednim osobom. To właśnie wiatr pozwala mu na to i kieruje nim. Tym razem nasz bohater znalazł piękną broszkę w kształcie jaskółki, którą oddał Emiliano. Ten zamiast się cieszyć, że odzyskał rzecz, którą sprzedał wiele lat temu, wścieka się i zabiera tajemniczy notatnik ukochanego Grety.

Niestety nie da się zaprzeczyć, że historia ta aż ocieka miłością, buntem i dramatem. Niektóre sytuacje według mnie były troszkę przerysowane. Bohaterowie zamiast się cieszyć, że mają tak piękne życie skupiają się na tym, czego im brakuje i co jest złe, co mnie niemiłosiernie denerwowało.

Od wydarzeń opowiedzianych w „Wiadomości do mnie” do „Jaskółczego lotu” minęło kilka miesięcy, tam gdzie nie było nas, czyli czytelników, miłość jaką darzyli do siebie Greta i Anselmo zaczęła kwitnąć, by w tym tomie pojawiły się jakieś niepewności. Szczerze? Spodobało mi się to. To całe udawanie chłopaka przed swoją ukochaną, że wszystko jest w porządku chociaż tak nie jest było ciekawym zabiegiem. Ciągle chciałabym więcej dowiedzieć się na jego temat, mam nadzieję, że autorka nadrobi życiorysy wszystkich postaci w następnych tomach.

Ach! Nie mogę nie wspomnieć o powolnej zmianie głównej bohaterki. Nareszcie zaczęła się częściej uśmiechać i zrobiła się trochę bardziej przyjacielska. Dziwiło mnie trochę to, że nazywa Emmę i Lucie swoimi przyjaciółkami, chociaż nie zachowywała się jak na przyjaciółkę przystało. Ciągle uciekała i szukała pocieszenia w wietrze jednak, kiedy nie radziła sobie sama zwracała się o pomoc do dziewczyn I nareszcie! Ta trochę zbuntowana nastolatka z problemami okazała choć cień przyjaźni oraz zamiast grymasu udającego uśmiech, pokazała, że mięśnie jej twarzy są zdolne do wykonywania takich czynności jak śmiech.  

Nie mogę przed wami, drodzy poszukiwacze przygód, ukryć tego, że ta książka to kolejna zwykła opowieść o miłości, przyjaźni i przeróżnych problemach, które mogą każdego spotkać, ale pamiętajmy o dodatku w postaci okropnie przystojnego listonosza! Kto takiego nie chciałby w swojej okolicy?

Język Miriam Dubini jest niezwykle opisowy i lekki. Uwielbiam, gdy autorzy posługują się tak wspaniałą lekkością, jakby opowiadali bajkę swojemu dziecku na dobranoc i nie mogę zaprzeczyć, że „Wiatr – Jaskółczy lot” okazał się lepszy od pierwszego tomu, ale do genialności niektórych książek trochę daleko, jednak doceniam wysiłek autorki włożony w napisanie historii o Grecie, Anselmo, Emmie, Lucie, Emiliano, Sciagalle oraz reszcie bohaterów. Jak wspominałam – nie jest to ambitna lektura, ale odpowiednia na leniwe dnie czy wieczory, gdy skończyło Wam się wszystko inne do przeczytania. Ja osobiście czekam na następne tomu, o ile takowe się pojawią, bo jestem ciekawa co dalej zdarzy się u bohaterów, którzy czasami mnie denerwowali, ale w końcu doprowadzili do tego, że darzę ich jakąś częścią sympatii. Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą. :)


Za możliwość przeczytania a także zrecenzowania „Wiatru” dziękuję Wydawnictwu Dreams oraz portalowi Sztukater.pl

5 komentarzy:

  1. Chyba już troszkę za stara jestem

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przykrością stwierdzam, że nie sięgnę po ten tytuł. Nawet ten przystojny listonosz mnie nie zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za dodanie.Okładka książki bardzo fajna,ale zawartość troszkę nie dla mnie.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem ja chyba także się nie skusze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej unikam typowych młodzieżówek, oczywiście są wyjątki, ale raczej nie w tym wypadku , pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń