2013-10-23

#46 Bogusława Warzecha-Put - "Jego i moja obsesja"

źródło

Autor: Bogusława Warzecha-Put
Tytuł: Jego i moja obsesja
Ilość stron: 234
Moja ocena: 2/6
Forma: książka

Romantyzm omawiany na języku polskim strasznie mi się udzielił. Zafascynowana odmiennością poglądów i zachowań ludzi wobec oświecenia postanowiłam, że w najbliższym czasie przeczytam jak największą ilość książek, w których bohaterów łączy bardzo silne uczucie jakim jest miłość. Oczywiście po to, aby rozprawka podsumowująca okres burzy i naporu (w Niemczech tak został nazywany romantyzm) była najlepszą jaką kiedykolwiek napisałam.

„Jego i moją obsesją” zainteresowałam się ze względu na intrygujący tytuł, ciekawy opis oraz mroczną i wiele obiecującą okładkę.
Miałam nadzieję na lekturę pełną wielkich uniesień, niekiedy sprzecznych uczuć oraz zadań, niebanalnej historii, w której autor miałby wiele do pokazania, a także czekałam na świat, który wciągnąłby czytelnika w wydarzenia.


Na rynku literackim możemy spotkać się z wieloma historiami, w których głównym wątkiem jest miłość. Wiele z nich są ciekawe a inne mniej. Myślę, że w sumie ciężko jest wnieść coś nowego do tak oklepanego schematu, po który sięga wiele osób. Jednak zawsze doceniam trudy autorów, którzy się starają i próbują po to, aby umilić swojemu potencjalnemu czytelnikowi czas.

Jednak, czy pani Bogumiła Warzecha-Put podołała temu trudnemu zadaniu?

Kiedy w końcu otrzymałam swój egzemplarz pierwsze co zauważyłam to to, że książka ma małą liczbę stron. Miałam nadzieję na dużo więcej ciekawego tekstu. Jednak tajemnicza i utrzymana w ciemnej tonacji okładka oraz również kuszący opis skłoniły mnie do jak najszybszego zapoznania się z treścią. I kiedy się uczyłam tak trudno przychodziło mi skupienie, bo jedyne co chciałam to wziąć książkę w dłonie i zacząć czytać.

Nareszcie mogłam pozwolić sobie na chwilę relaksu dlatego szybko otworzyłam powieść i błyskawicznie przewracałam strony w poszukiwaniu pierwszego rozdziału, który w tym przypadku został zatytułowany: „Obsesji stopień pierwszy”. Jednak przed nim moim oczom ukazały się dwa ciekawe zdania, które nie są wprowadzeniem w treść, ale bardzo do niej nawiązują. Przyniosły mi one chwilę zadumy i miałam szczerą nadzieję, że w takim stylu została opisana historia Ewy i Bartka.

Ona jest kobietą po pięćdziesiątce, ale także po przejściach. Dwa razy wyszła za tego samego mężczyznę, urodziła mu trójkę dzieci, ale nadal jest nieszczęśliwa. Nigdy nie znalazła swojej wielkiej, prawdziwej miłości, aż do czasu…
On jest studentem politechniki, uwielbia malować i w między czasie dorabia sobie jako ogrodnik. Młody, porywczy i pełen namiętności.

Co wyniknie z takiej mieszanki?

Na pewno wielkie uczucie, którym siebie darzą.

Ewa od razu poczuła jakąś chemię do młodego chłopaka, którego zatrudniła jako ogrodnika, zresztą on do niej też.
Narodziła się pomiędzy nimi wielka, szalona, miłość, której nikt z nich nie potrafił ujarzmić.

Historia właściwie zaczyna się od tego, że bohaterka opowiada o swoim tajemniczym mężczyźnie, którego bardzo kocha. Ukrywa się ona przed nim w domu, który kupiła i sama urządziła. Bartek dręczy Ewę swoimi telefonami, telegramami, w których mówi o swojej niesłabnącej miłości do niej.

Pewnego dnia odnajduje ją, przerywa jej słodko-gorzką sielankę i na nowo zapuszcza korzenie w jej życiu.

Przyjechał na motorze prawie pół Polski, wkracza do jej oazy, wyprasza (tak grzecznie napiszę) przyjaciela Ewy, który ją odwiedził i tak od tamtej chwili żyją razem.

Historia interesująca, prawda? Jednak mam kilka swoich „ale”.
Opowieść bardziej przypomina mi pamiętnik, narracja pierwszoosobowa, a wydarzenia opisywane są jakby z jakiejś odległości czasowej. Oczywiście minusem to nie jest. Wśród kolejnych poziomów obsesji znajdziemy kilka retrospekcji, dzięki którym można lepiej poznać Ewę i jej przeszłość.

Teraz przejdę do tego, co kompletnie mi się nie podobało, a mianowicie dialogi. Według mnie było one wymuszone, użyto tak wielu zdrobnień, że chyba przez następny miesiąc nie wypowiem słowa Bartuś. Czasami rozmowy pomiędzy bohaterami wydawały mi się zbyt infantylne. Rozumiem – miłość ukazuje jakąś drugą naturę człowieka czy coś w tym stylu. Starsi zachowują się jak młodzi, trochę im odbija, ale błagam! Trochę przystopujmy. Zostawcie swoje uczucia na bardziej prywatne chwile.

Od kiedy na nowo pojawił się Bartek w życiu Ewy wiedziałam jedno – on jest strasznie dziwny. Jakby mu ktoś do jedzenia jakieś substancje pobudzające dosypywał. W tej historii została zdecydowanie ukazana miłość, ale od tej bardziej chorej strony, że to tak nazwę. Chłopak nie pozwalał bohaterce odbierać telefonów, wychodzić bez jego wiedzy. Musiała całkowicie mu się podporządkować i zgodziła się na to. Całe jej życie przejął on, a na dodatek nic z tym nie zrobiła. Bała się o jego wrażliwą duszę i uczucie, którym siebie darzyli.

Następną rzeczą, która mi się nie spodobała to fakt, że wydarzenia działy się za szybko. Czytelnik przeskakuje z akapitu na akapit. Według mnie akcja dzieje się stanowczo za szybko, a bohaterowie w trudnych sytuacjach kompletnie nie umieli sobie poradzić oraz nie wyciągali wniosków na przyszłość.

Wiem, że nie jest to powieść erotyczna, ale kiedy dochodzi już do scen intymnych pomiędzy bohaterami co nieco chciałabym się o tym dowiedzieć. Nie chodzi mi o sam akt, ale o to, co czują bohaterowie. Miałam wrażenie, że w tym przypadku zbliżenia pomiędzy bohaterami zostały wprowadzone tylko po to, aby zapchać jakąś dziurę.

Następnie denerwowała mnie niemiłosiernie głupota drugoplanowych postaci. Rodzice Bartka ze spokojem przyjęli to, że chłopak handlował narkotykami, gdyby mogli to jeszcze po głowie by go pogłaskali. Stwierdzenie tego, że jak chłopak się na coś uprze to nie można go od tego pomysłu odciągnąć jest co najmniej absurdalne, ale z drugiej strony cieszyłam się, że zaakceptowali ten dosyć kontrowersyjny związek.

Rozumiem też to, że kiedy się kogoś bardzo kocha to jest się o niego bardzo zazdrosnym. Jednak zachowanie Bartka przekraczało każdy możliwy poziom. Ewa z sąsiadką pojechały na zakupy do miasta, a potem poszły sobie do kawiarni. Spotkał je tam pewien mężczyzna, któremu spodobała się główna bohaterka. Gdy tylko zobaczył to mąż bohaterki prawie od razu rzucił się na tamtego z pięściami.

Podsumowując: Według mnie bohaterowie są jednak słabo wykreowani. Brakuje im przede wszystkim własnego zdania i opinii. Jednak dostrzegam jakiś potencjał i chyba nawet naukę na przyszłość. Warto pamiętać o tym, aby nie popadać w skrajność i mieć coś od siebie do powiedzenia. Przeczytana przeze mnie opowieść jest doskonałym przykładem na to jak nie zachowywać się w związku. Szkoda tylko, że całość jest tak jakby pusta. Życzę Wam i sobie prawdziwej i pięknej miłości. Osoby, z którą zechcecie spędzić resztę życia oraz wszystkiego co najlepsze a autorce tej książki mocy pomysłów na następne tytuły i oby były lepsze od tego. :)



Za możliwość zapoznania się z historią Ewy i Bartka dziękuję
oraz portalowi 

15 komentarzy:

  1. Po Twojej recenzji straciłam wszelką ochotę na tę lekturę

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydawała mi się ciekawą lekturę, jednak Twoja recenzja mnie od niej odrzuciła. Raczej nie będę szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz na własnej skórze się przekonać. Może tobie się spodoba :)

      Usuń
  3. I wzajemnie :)
    Hm, nie lubię braku wiarygodności w tego typu książkach. Jednak obsesja i toksyczna miłość to trudny temat. Skojarzyła mi się powieść Olgi Rudnickiej "Cichy wielbiciel" - choć tam mowa była o stalkingu, to jednak i o obsesji. Niska ocena, chociaż ładnie zakończyłaś swoją recenzję - dyplomatycznie i sprawiedliwie. Podoba mi się to, że pomimo, iż książka okazała się słaba, to zachowałaś się profesjonalnie. Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jeszcze chyba nigdy nie otrzymałam takiego pozytywnego dla mojej opinii komentarza. :)

      Usuń
  4. Trochę zawiodłam się na tej książce, bo po tytule i opisu fabuły spodziewałam się czegoś lepszego. No,, ale mówi się trudno i szuka się dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpuszczę ją sobie. Wnerwiają mnie takie mankamenty, a zwłaszcza powierzchowność postaci.
    I oczywiście się nie otagowałam. Za mało czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Tytuł był ciekawy, ale chyba jednak się nie skuszę.. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na takiej małej ilości stron raczej trudno o zwolnienie akcji. Żeby cały pomysł się zmieścił trzeba nieźle skrócić wszystkie wątki... albo rozpędzić je do maksymalnej prędkości. Zazwyczaj efekt jest odwrotny od zamierzonego i czytelnik otrzymuje książkę bez czasu na zastanawianie się, rozkoszowanie się nią. Po tę pozycję na pewno nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Historie miłosne nie są moim ulubionym motywem. Raczej staram się ich unikać, chyba że są tłem dla akcji. Po przeczytaniu Twojej recenzji wiem, że nie sięgnę po tą książkę i nie kupię jej nawet mojej mamie, która akurat podobne historie dosyć lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem, wiem, nie ocenia się po okładce, ale ta jest wyjątkowo paskudna!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie już nawet sama fabuła nie zachwyca, a gdzie reszta,

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie nie dla mnie, podejrzewam, że strasznie by mnie męczyła ta książka, a to ma być przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń