2013-09-04

#35 Gordon Ramsay - "Niedzielne przysmaki"

Z dedykacją dla Martyny, bo jej "ALE WIDZĘ RECENZJĘ NA BLOG" robi się straszne! Tak w ogóle to ja na jednorożce czekam! Założyłyśmy się w 3 klasie gimnazjum, a idziemy do drugiej w szkole średniej. :P


źródło
Autor: Gordon Ramsay
Tytuł: Niedzielne przysmaki (Sunday lunch and other recipes from F word)
Wydawca: Wydawnictwo MUZA
Liczba stron: 196
Moja ocen: 4/6
Forma: książka

Nie ma chyba takiej osoby, która o Gordonie Ramsay(u?) nie słyszała choćby słowa.
Moim zdaniem jest on jednym z najlepszych a także najsławniejszych kucharzy w tej części kontynentu jak nie na całym globie.



Ten liczący sobie prawie 47 lat Szkot jest najlepiej zarabiającym szefem kuchni na świecie oraz prowadzi programy w telewizji i posiada swoje restauracje w wielu krajach. Do tej pory zdobył 15 gwiazdek Michelin, a w styczniu 2013r. w 6. restauracjach miał łącznie aż 11.

Poza  tym, że prowadzi takie programy jak Ku jak kucharz oraz amerykańskie i brytyjskie wersje Hell's kitchen oraz Kuchenne koszmary (coś jak Kuchenne rewolucje, ale znacznie lepsze) to w swoim dorobku może pochwalić się licznymi książkami kucharskimi, a jedną o jednej z nich chciałabym napisać dzisiaj kilka słów.

Jedną z kampanii Gordona Ramsaya jest propagowanie (bądź namawianie, zachęcanie) wspólnego siadania do posiłków. Nie ważne kiedy tylko liczy się fakt, że z najbliższymi. Ta książka kucharska powstała z myślą o gospodyniach domowych (lub panach gospodyń), aby odnajdowali i czerpali inspirację a także motywacje oraz oczywiście przepisy na spotkania w gronie.
Pod pojęciem najbliżsi według pana Gordona można definiować nie tylko rodzinę, ale także przyjaciół lub też sąsiadów.

Książka zaczyna się od wstępnych wskazówek autora, tłumaczy różne kwestie, które na pewno będą potrzebne podczas dalszej przygody z książką, ale także z szeroko pojętą przygodą kucharską.
Według mnie do gotowania czy przyrządzania jakiejkolwiek potrawy nie potrzeba wielkich umiejętności, ale chęci i odrobiny wyczucia. Chodzę na garnki to wiem, nieraz (tutaj śmiech...raczej rozpacz, ale ok) zdarzyło mi się coś przypalić (a jedna dziewczyna pomyliła cukier ze solą i mieliśmy solone jabłka...), ale nie twierdzę, że na tej płaszczyźnie jestem do kitu i się nie nadaję. Warto próbować, a nie się zniechęcać :)

Wracając do książki...

Po wskazówkach znajdziecie przydatny każdemu spis treści, gdzie nie sposób zauważyć, że jest podział na działy. Wśród nich znajdziecie taki dodatek jak "Pięć potraw z ...", w którym znajdują się przepisy na dania z jednym składnikiem w roli głównej i jakimiś dodatkami do niego. Po spisie treści przyszedł czas na kolejny spis, ale tym razem przepisów, który został podzielony na trzy główne dania, czyli przekąski, dania główne oraz desery. Wniosek? W jednej książce można znaleźć przepisy na cały posiłek. Oszczędność? Oszczędność!

Zaraz po wszystkich wstępach pan Ramsay chce przekazać czytelnikowi kilka słów od siebie, czyli wstęp, w którym tłumaczy motyw wydania takiej publikacji oraz dorzuca trochę prywaty od siebie, a następnie przechodzimy do tego co lubię najbardziej, czyli przepisy na jedzonko.

Każda z potraw jest dokładnie opisana pod względem przygotowania jej. Autor najpierw dodaje notkę od siebie, a potem krok po kroku opisuje przebieg wykonywania. Od zamówienia czy kupienia w sklepie odpowiednich produktów po to co zrobić, aby dany przysmak wyglądał apetycznie i wzbudzał wyjątkowe wrażenia smakowe.
Publikacja ta jest przyozdobiona licznymi fotografiami potraw, ale oprócz nich można znaleźć zdjęcia, na których główną rolę gra sam autor.

Dodatkowym plusem na pewno jest papier, z którego została wykonana książka. Wydaje się na dosyć trwały.

Najbardziej denerwującą rzeczą w tej znakomitej publikacji były (a raczej są) kolorowe strony i czcionki. Według mnie wygląda to niechlujnie i "na odwal". Wolę proste i minimalistyczne rozwiązania.

Przepisy zawarte na kartach nie są jakoś skomplikowane, a potrzebne produkty niezbyt drogie. Może tak wyglądają, ale wiecie...pozory mylą ;)
Gdyby kupować niektóre składniki, kiedy jest na nie sezon można byłoby trochę przyoszczędzić, a co za tym również idzie przygotować dobry, tani i dosyć wyszukany posiłek.

To nie jest zdecydowanie publikacja dla osób, które nie jedzą mięsa, gdyż większość receptur składa się właśnie z tego składnika.
Może też was interesować wielkość dań - zależy od tego, ile jecie. Autor najczęściej zaznaczał, iż dana potrawa jest na cztery osoby, jednak ja zauważyłam iż taką jedną bym w zupełności się najadła.

Tak więc książkę polecam, bo warto. Składniki powinniście znaleźć w jakimkolwiek sklepie warzywnym czy mięsnym, więc problemów z wyszukaniem być nie powinno.
Pamiętajcie, że najważniejsze jest zabawa w kuchni (ale bez przesady) i eksperymentowanie, w końcu ma być to zabawa, a nie nudny obowiązek. :)

Polecam.

Opinia dostępna także na:

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam programy, w których wystepuje Gordon, mam ochote na ksiazke! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chęcią bym przeczytała i po praktykowała w kuchni :)Pozdrawiam ):

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkiem ciekawa książka, lubię książki kucharskie napisane przez "gwiazdy", tym bardziej kiedy są to gwiazdy związane ze światem kuchni :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam programy z tym człowiekiem w roli głównej. Jego cięte riposty zwłaszcza :D Książkę chętnie bym przejrzała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś zajrzę do którejś z jego książek ale na dzień dzisiejszy postanowiłam zostawić go sobie na " później"
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie Inna
    http://zjednoczona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam oglądać programy Gordona! Jest takim żywiołowym człowiekiem :) Polskie wersje jego programów są... Słabe :) Od jakiegoś czasu przejęłam obowiązki kuchenne w domu, więc może skuszę się na ten tytuł - skoro jest tanio i prosto, może uda mi się ogarnąć i zaskoczyć rodzinę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej Jednorożce się "czytają".Super recenzja.:*

    OdpowiedzUsuń