2013-08-07

#29 Patrycja Żurek - "Z poczwarek w motyle"




Autor: Patrycja Żurek
Tytuł: Z poczwarek w motyle
Wydawca: e-bookowo.pl
Liczba stron: 166
Moja ocena: ---
Forma: ebook

                Jeśli ktoś mnie lubi na fejsie albo czyta moje opinie wie, że lubię i szanuję polskich autorów. Myślę, że warto ich wspierać i pomagać promować, bo prawie wszędzie można znaleźć jakieś gówniane historie napisane przez kogoś z zagranicy, kogo na pewno nigdy na oczy nie zobaczę, a jeszcze szybciej o nim zapomnę. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałabym w taki sposób, ale odkryłam kilka ciekawych tytułów, zupełnie w moim guście, które zostały opublikowane pod polskimi imionami i nazwiskami. To było wielkie objawienie, od tamtej pory nie odrzucam historii napisanych przez Polaków.
                Patrycja Żurek to polska pisarka, jak na razie miałam jedynie okazję by przeczytać jej najnowszą powieść pod tytułem: Z poczwarek w motyle. Jednak zrecenzowanie tej książki jest dla mnie strasznie trudne, bo z jednej strony doceniam trud włożony w stworzenie takiego czegoś, a z drugiej strony ta historia jakoś mnie do siebie nie przekonała.
                Książka zaczyna się prologiem, gdzie jedna z bohaterek opowiada jak to jej źle i niedobrze, ponieważ choruje na migrenę. Poznajemy ogólnie na czym polega jej problem i powiem wprost -  nie spodobało mi się to. Wolę stopniowo odkrywać słabości i niedoskonałości bohaterów. Nie mówię, że to ma być jakaś powieść detektywistyczna czy coś, po prostu nie lubię jak od pierwszej strony ktoś mi się żali i odkrywa przede mną swoje słabości i zmartwienia.
Zuza, bo to o niej mowa żyła w patologicznej rodzinie, więc nie miała lekko w życiu, ale poznała Pawła, jej męża, a potem urodził się Miłosz, ich synek. Oprócz wspomnianej wcześniej bohaterki poznajemy jeszcze Sylwię. Jej najlepszą przyjaciółkę. Wyjechała do Niemiec i tam teraz żyje Układa się jej całkiem nieźle, ma męża, wielki dom, dużo pieniędzy oraz wiele podróżuje. Czego chcieć więcej? Gdy Sylwia przyjeżdża do Polski by spędzić ostatnie tygodnie z chorą mamą postanawia odwiedzić Zuzannę i nie wierzy własnym oczom. Drzwi otwiera jej jakaś otyła osoba w szlafroku i tłustymi włosami. Jest w szoku. Wypuszcza ją do mieszkania, a tam syf. Sylwia dowiaduje się, że Zuza ma częste migreny i ciągle nic się jej nie chce. Postanawia jej pomóc i zaciąga ją do różnych lekarzy, oczywiście  trzeba wspomnieć o tym, że chorująca tego nie chciała i kazała przyjaciółce się wypchać.
Od początku lubiłam i współczułam Pawłowi. Musiał znosić wiecznie  niemiłą i zrzędzącą żonę. Ciągle myślałam sobie „Weź Zuza ogarnij się!”, ale to on w końcu popełnił wiele błędów, ale nie mogę wspomnieć jakich.
Dzięki ciągowi wydarzeń bohaterki „odnajdują siebie”. Wiedzą czego chcą i jak do tego dojść. Najbardziej wstrząsnęła mną przemiana Zuzanny. To było coś wspaniałego, dzięki pomocy przyjaciółki i kopniakowi od życia przezwyciężyła swoje słabości, a dumę czy co tam ją dręczyło schowała i pozwoliła sobie pomóc.
Historia każdego z nich: Sylwii, Zuzy, Kasi(koleżanka Pawła), Pawła, Kariny czy Andrew(mąż Sylwii) jest niesamowita. Tytuł doskonale opisuje to, co dzieje się w książce. Zuza przechodzi przemianę, z takiej poczwarki w motyla. Zmieniła się pod względem wewnętrznym i zewnętrznym, w końcu osiągnęła sobie cel. Sylwia pogodziła się z tym, co ją spotkało i razem z mężem wzięli sprawy w swoje ręce. To mi się podobało.
Na początku ta historia była taka nudna, że miałam ochotę rzucić telefon, na którym czytałam, w kąt. Nie mogłam tego czytać, było zbyt nudno, a wszystko rozwijało się powoli, jednak jakoś w środku historii wszystko nabiera sensu i przyspiesza, aż nie miałam ochoty się odrywać. Choć muszę się przyznać, że niektóre zachowania bohaterów strasznie mnie irytowały.
Z bólem muszę powiedzieć, że ta historia mną nie wstrząsnęła. Nie czuję ani pozytywnych ani negatywnych emocji. Strasznie mi z tego powodu przykro, ponieważ lubię i chcę pomagać w jakiś sposób polskim, początkującym autorom aby zostali zauważeni przez jakieś konkretne wydawnictwa. Kompletnie nie wiem co myśleć, a tym bardziej czuć. Brakuje mi też oceny. Jak ocenię za mało będzie to złe i krzywdzące, a jak za wysoko nie będę się ja z tym czuła, dlatego dzisiaj bez oceny.
Mojego poparcia ani zniechęcenia nie znajdziecie, wybór należy całkowicie do Was, ale ani was nie namawiam ani nie zniechęcam.
Książkę w formie ebooka otrzymałam od autorki, za co bardzo dziękuję i jednocześnie przepraszam, jeśli uraziłam. :)

12 komentarzy:

  1. Myślę, że to zdecydowanie nie dla mnie pozycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, trudno, ale dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  2. Ja ostatnio zaczytuję się w polskiej fantastyce, ale myslę, że po jakąś polską książkę niefantastyczną też wypadałoby siegnąć. Raczej mój wybór na tą książkę nie padnie niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam książki Olgi Rudnickiej! Naprawdę ciekawe pozycje książkowe z nutką tajemnicy. :)

      Usuń
  3. Warto czytać i promować polskich autorów, to prawda :)
    Książka zapowiada się ciekawie, wiec chetnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zapraszam do lektur, ale niestety książka jest dostępna w formie ebooka. Chyba, że nie masz nic przeciwko książkom w formie ebooka.

      Usuń
  4. Jeszcze nie słyszałam o tej książce, ale zapowiada się nadzwyczaj dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Współpracuje z jednym z wydawnictw, które wydaje książki polskich autorów, wiec mam niezwykła szanse czytania książek naszych rodaków. Wiadomo bywa rożnie, lecz muszę przyznać, ze niektóre polskie książki są o wiele lepsze niż zagraniczne. Co do recenzowanej przez ciebie książki to nie jestem przekonana, choć widzę ciekawa fabule, to sam fakt, ze ciebie ta książka nie porwała bardzo mnie zniechęca. Przykro mi, ale chyba sobie odpuszcze.
    Obserwuje twojego bloga, bo ciekawie piszesz :) jezeli masz chec zrob to samo u mnie, ale nie naciskam. jezeli u mnie ci sie nie podoba to nie obserwuj, bo to by nie mialo sensu :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. :)
      To, że cię zniechęcam - no cóż, bywa, ale niestety muszę być szczera wobec siebie i czytelników. Miło mi, że obserwujesz mojego bloga. I cieszę się, że zgadzasz się ze mną w kwestii tego, że nieraz książki naszych rodaków są lepsze niż autorów zagranicznych. :)
      Pozdrawiam, Ola

      Usuń
    2. Szczerość wobec czytelników to według mnie w blogosferze rzecz najwazniejsza, ciesze się, że ją posiadasz :)

      Usuń
  6. Jestem po lekturze tej książki. Podobała mi się i miło spędziłam przy niej czas, choć irytował mnie powolny rozwój akcji.

    OdpowiedzUsuń