2013-06-06

#24 Barbara Baraldi - "Scarlett"


Autor: Barbara Baraldi
Tytuł: Scarlett
Wydawca: Wydawnictwo Zielona Sowa (KLUB RECENZENTA)
Liczba stron: 336
Format: ebook
Moja ocena: 3/6

            Z trudem muszę stwierdzić, ale paranormalnych romansideł namnożyło się jak harlequinów. Niestety. Scarlett to kolejny paranormal z utartym schematem: dziewczyna, chłopak, wszyscy są przeciwko nim, on jest jakiś „inny”. Na tym moja opinia powinna się skończyć, ale…
            Główną bohaterką jest jak sam tytuł mówi Scarlett (jakbym się cofnęła do omawiania tragedii antycznych, gdzie dzieła te również nosiły tytuły od imienia głównego bohatera), jest ona typową, zwykłą nastolatką. Niedawno przeprowadziła się do innego miasta i rozpacza nad tym, że nie ma żadnych przyjaciół. Jest pierwszy dzień nowego roku szkolnego. 


„Czytanie to dla mnie ucieczka w nieznane światy, pełne przygód i emocji. Po strasznej kłótni z mamą, gdy jestem zawiedziona albo, zupełnie bez powodu, czuję, jakby brakowało mi kawałeczka serca, uciekam do świata książek. (…) To babcia Evelyn ze swoimi opowieściami na dobranoc nauczyła mnie kochać historie. Historie, które przeżywamy ramię w ramię z głównym bohaterem. Historie miłosne, przygodowe, z dreszczykiem – nieważne. Ważne, aby uciec daleko od rzeczywistości. Na krótką chwilę lub na wiele godzin, które należą tylko do mnie i które wiążą mnie nierozerwalnie z tym, kto tę historię wymyślił i z bohaterem przeżywającym ją w świecie z papieru i snu, gdzie żyć będzie wiecznie.”


Niestety miała okazję spotkać już szkolną gwiazdę – Lawrinę. Z opresji ratuje ją jakże przystojny młodzieniec o cudownym imieniu Umberto. Już od pierwszych stron zauważyłam, że chłopak ten czuje coś do bohaterki. Chwil kika później, ale tego samego dnia Scarlett poznaje Genzianę i Caterina, dwie miłe dziewczyny i to z nimi spędza większość czasu. Niestety dla mnie te dwie bohaterki były wyjątkowo tępe. Caterina podkochiwała się w Umberto, co było widać gołym okiem, ale nie przyznawała się do tego. Oczywiście, skoro ona go tak mocno lubiła, to on żadnej lubić nie mógł. Jego wybór padł na nową uczennicę, więc obie (Caterina i Genziana) nie mogły przyjąć tego do wiadomości, z czego często wychodziły kłótnie pomiędzy nową uczennicą a nimi, ale ciągle pozostawały przyjaciółkami, co jakoś uratowało ich honor w moich oczach. Jednak poza tym trójkątem miłosnym pojawia się zespół Dead Stones. Wokalista i basista są uczniami szkoły, do której chodzą bohaterowie. Wszystkie dziewczyny chciałyby się z nimi umówić. Niestety, są zbyt tajemniczy i trzymają się na uboczu. Tylko Scareltt nawiązuje kontakt (wzrokowy!) z przystojnym basistom o błękitnych oczach. Kilka dni po koncercie tegoż zespołu bohaterce udaje spotkać się Mikaela. Od pierwszego ich spotkania widać, że coś między nimi iskrzy, ale chłopak jest bardzo tajemniczy.

„Dorastać, to znaczy popełniać błędy, ale nie można bać się żyć.”

            Kolejnym minusem tejże historii jest przewidywalność i głupota wykreowanych przez Barbarę Baraldi postaci. Spodziewałam się czegoś lepszego. Ciągłe histerie i płacz głównej bohaterki doprowadzały mnie do szału. Ile można w ciągu jednego rozdziału płakać? Trzeba wziąć się w garść i ustalić plan działania, a nie zamykać się w sobie i leżeć w łóżku. Chociaż całokształt mi się nie spodobał, to książkę i tak przeczytałam. Ciekawiło mnie co też zdarzy się na końcu. Całkowicie nie przekreślę tej historii, bo całkiem miło spędziłam przy niej poranek. Jestem ciekawa, jak wypadła druga część Scarlett, czy też była taka słaba czy lepsza. 

6 komentarzy:

  1. Ja wystawiłam jeszcze gorszą ocenę tej książce niż ty. Po prostu odrzuca mnie wszystko w tej książce. Nie zapomnijmy o tym jak biedna Scarlett straciła swoją ukochaną piłeczkę i prawie się załamała. Litości, litości!
    Druga część... hm. Nie jest lepsza, ale szybciej się ją czyta. Scarlett wplątuje się w następny trójkącik miłosny, ciągle wzdycha o tym jaka jest nieszczęśliwa i generalnie tyle. Sprawa z pseudo morderstwami jest po prostu ŚMIESZNIE przedstawiona. Nie rozumiem jak Barbara Baribaldi mogła zyskać aż taką sławę...
    Nie polecam.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz ;)
      To z piłeczką było zabawne, w ogóle teraz tak stwierdzam, że to chyba komedia jest. Po kilku dniach namysłu dałam sobie spokój z drugą częścią, nie chce mi się tego przeżywać na nowo. Nudne, śmieszne i przewidywalne. Szkoda czasu.

      Usuń
  2. Uuuu cienko. Więc podziękuję :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo nie! Raczej odpuszczę sobie tę książkę.
    PS. Szukałam u Ciebie recenzji wspomnianej wcześniej książki tj. Uczeń diabła, ale chyba czytałaś ją przed powstaniem bloga, albo nie umiem szukać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę stara ta recenzja i pisana na drugim blogu. http://mhroczne-ksiazki.blogspot.com/2012/12/kenneth-b-andersen-uczen-diaba.html
      :) Nie mniej jednak książkę wspominam bardzo miło i zabawnie (w sensie była zabawna :P)

      Usuń
  4. Mam podobne wrażenia co do treści tej książki, drugą część czytałam, i mogę powiedzieć, że jej poziom za bardzo się nie podniósł.

    OdpowiedzUsuń