2013-04-14

#19 Emily Giffin - "Coś niebieskiego"


źródło
Autor: Emily Giffin
Tytuł: Coś niebieskiego
Liczba stron: 378
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte


            Często mam tak, że jak kogoś zobaczę to wiem, że go lubić nie będę. Dziwne, wiem, ale co począć mogę? I równie często moja niechęć do danej osoby przeradza się w sympatię, albo w nienawiść. To też zależy od wielu czynników.
            Tak też było, podczas lektury pierwszej części serii (?) Emily Giffin o przesympatycznej Rachel, która zakochała się w narzeczonym swojej najlepszej przyjaciółki. Darcy, bo tak ma na imię "biedna" przyjaciółka, która jest egoistyczną, wielbicielką ubrań i dobrej zabawy. Twierdzi, że wszystko, co chcesz osiągnąć w życiu można załatwić sobie ładnym wyglądem. Od samego początku wiedziałam, że z tą bohaterką się nie polubię. W rzeczywistości nienawidzę takiego podejścia, więc dlaczego miałabym je tolerować w książce? Jak już wcześniej wspomniałam, Rachel zakochała się w Dexie, narzeczonym Darcy. Oczywiście głupiutka bohaterka (Darcy, dla ścisłości) dowiaduje się o tym, a także zdradza swoje grzeszki, bowiem jest w ciąży z innym mężczyzną niż jej były już narzeczony i tak przechodzimy do Coś niebieskiego.
            Nasza bohaterka jest oczywiście wielce obrażona na Rachel, życie w Nowym Yorku przestaje się jej układać i wyjeżdża do pięknego Londynu, aby odwiedzić starego przyjaciela - Ethana.
            Odwiedzić, dobre sobie. Uknuła plan, że zostanie w stolicy Wielkiej Brytanii aż do porodu. Całe swoje oszczędności wydaje na super drogie i luksusowe ciuchy, nie martwi się o pracę, a także o swoje dziecko. Za to pracuje nad swoją figurą, aby po porodzie nadal być szczupłą i piękną. Według mnie nie powinna zostać matką, wiele kobiet pragnie mieć dziecko, a nie może, a ona nawet się tą nowiną nie przejmuje, ale pewnego pięknego dnia jej przyjaciel wytyka całą prawdę o tym, jaką osobą jest, że myśli tylko o sobie, dba tylko o swój wizerunek, robi tylko to, co jej się podoba i nie bierze pod uwagę uczuć innych osób. Tłumaczy, że przyjaciółka dla Rachel z niej żadna, bo to ona żąda pocieszenia, komplementów i wszystkiego co najlepsze, a czy czasami w przyjaźni nie chodzi o "równouprawnienie" oraz nie wyzyskiwanie drugiej osoby?
            Tak więc główna bohaterka wzięła sobie te słowa do serca i w ciągu JEDNEGO DNIA zaczęła się zmieniać. NAGLE została inną, milszą osobą. Pomyślała o swoim dziecku, zaczęła szukać pracy, oraz dobrego ginekologa, aby się przebadać, znalazła nową miłość oraz przyjaciółki. Odcięła się od dotychczasowego stylu życia. Jakoś trudno jest mi uwierzyć w taką natychmiastową zmianę, bo wiem jak trudno czegoś takiego dokonać. Nagle odzwyczaić się od swojej codzienności, w rzeczywistości (przynajmniej mojej) nie możliwe jest to do wykonania w ciągu zaledwie 24 godzin.
            Jak bywa w takich historiach wszystko kończy się dobrze, "przyjaciółki" są na dobrej drodze do pogodzenia, Darcy znalazła miłość swojego życia. Cud, miód i orzeszki. Jednak ta część nie przypadła mi do gustu, była przesycona "katastrofami" głównej bohaterki i jej lamentami na temat tego, jakie życie jest złe i bebe. Nie lubię czegoś takiego, ale za to polecam pierwszą część "Coś pożyczonego", ta była zdecydowanie lepsza. Czy weźmiecie tę książkę do ręki - wybór należy do was, jednak mojej przychylnej opinii nie zdobędziecie. ;)


Moja ocena: 3/6

2 komentarze:

  1. Sporo recenzji naczytałam się na temat książek tej autorki. Sama jednak nigdy nie miałam z nią do czynienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. pierwsza ksiazkapodobalami sie bardziej...ta prawie wcale- widze ze podobnie odebralysmy postac tej bohaterki.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń