2012-11-29

#10 Eric-Emmanuel Schmitt - "Trucicielka"

źródło

Tytuł: Trucicielka
Autor:Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawca: Znak
Liczba stron: 240


            Eric-Emmanuel Schmitt jednych wzrusza, innych denerwuje. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Zakochałam się w jego dziełach. Można powiedzieć, że to miłość od drugiego wejrzenia. : )
            Autor pisze o uczuciach, sytuacje opisane w jego książkach są bardzo realne i mogły się zdarzyć.
            Dzisiaj chcę Wam polecić Trucicielkę, czyli zbiór czterech opowiadań.
Tytułowa Trucicielka to siedemdziesięcioletnia Marie Maurestier, która prawdopodobnie zamordowała kilku swoich mężów i kochanków, ale czy to prawda? Ona się tego wypiera i nawet wygrała D W A procesy! Do miasteczka, w którym mieszka przyjeżdża nowy ksiądz, Marie jest pod wielkim wrażeniem jego osoby. Młody Ojciec z uwagą wysłuchuje naszej bohaterki i stara się jej pomóc. Dzięki niemu Marie chciała nawet się przyznać do winy. Powiem szczerze, że jakoś „nie czułam” tego opowiadania. Owszem było ciekawe, ale nie wciągnęło mnie, jednak główna bohaterka jest bardzo interesującą osobą.
            Następnym opowiadaniem jest Powrót, opowiada historię dorosłego mężczyzny, który częściowo poświęcił życie rodzinne dla pracy. Pracuje na statkach handlowych jako mechanik, pewnego dnia dowiaduje się, że jedna z jego córek nie żyje, ale nie zostało napisane, która z nich. Jego skamieniałe uczucia się „odrodziły”. Zaczyna myśleć o swojej rodzinie, o tym jak bardzo wszystkie swoje córki kocha i o tym, że im tego nie okazuje. Końca opowiadania wam nie zdradzę. : )
Moim zdaniem jest to najlepsze opowiadanie ze wszystkich. Zmiana „wewnętrzna” bohatera bardzo mnie zaskoczyła.
            Kolejnym opowiadaniem jest Koncert Pamięci Anioła, ciekawe, ale nie chcę wam o nim zbyt bardzo opowiadać. Sądzę, że samemu trzeba je przeczytać, żeby zrozumieć.
             Ostatnim jest Elizejska miłość, gdybym miała ustawić wszystkie te historie w jakiejś hierarchii, stanęłoby ono na tym samym miejscu, co Powrót. Opowiada ono o miłości dwojga osób. O tym jak się zmienili, o tajemnicach, kochankach męża. Najpierw miłość rozkwitała, potem umarła i na końcu znowu rozkwitła. Jednak było już…za późno.
            Jeśli mam zdecydować, która z opowieści najbardziej trafiła w mój gust to zdecydowanie Elizejska miłość. Najbardziej ciekawa, wzruszająca i piękna historia w całym tomie.
            Na końcu znajdziemy pamiętnik autora, dzięki niemu dowiedziałam się, co czuł i jak zachowywał się pan Schmitt podczas pisania Trucicielki, niektóre sytuacje były naprawdę zabawne, ale żeby się przekonać sięgnijcie po tą książkę.
            Polecam fanom autora. : )

Moja ocena: 6/6

7 komentarzy:

  1. Ja akurat jestem w posiadaniu innego tomu opowiadań Schmitta - "Marzycielka z Ostendy". "Trucicielka" również mnie kusi, ale najpierw wypróbuję książkę, którą mam na półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat czytałam wersję kieszonkową "Historii miłosnych" i właśnie tam zamieszczone jest opowiadanie "Marzycielka z Ostendy" i muszę powiedzieć, że jest cudne. Kurczę, naprawdę zaczynam wielbić Schmitta! c;

      Usuń
    2. Na "Historie miłosne" też mam ochotę :). Już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po "Marzycielkę...", narobiłaś mi dodatkowego smaka :)

      Usuń
  2. Świetny autor, "Trucicielkę" mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. pomimo wysokiej oceny nie skusze się, nie za bardzo mnie ciągnie do książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja przygoda z twórczością tego pana jest dosyć uboga, jednak bardzo go polubiłam. Muszę sięgnąć po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam kilka pozycji tego autora i nie mam złych wspomnień :) a Twoja wysoka ocena zachęca do tej książki, więc pewnie kiedyś przeczytam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń