2016-07-27

(177) Sarah Dessen, "Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej"




Sarah Dessen, Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej, Wydawnictwo Harper Collins, 447 s.

Wakacje to idealny czas na zmiany czy małe szaleństwa. Ten wolny okres powoduje rozluźnienie, a to czasami doprowadza do tego, że ludzie nie zachowują się jak zazwyczaj. Uwielbiam te momenty przepełnione słońcem i zapachem morza, ale zawsze staram się być taką, jaka jestem na co dzień. Wiele do powiedzenia na temat zachowania ludzi ma główna bohaterka powieści, którą chcę Wam dzisiaj polecić.

Emaline niedawno skończyła liceum i dostała się na uniwersytet. W przerwie pomiędzy zakończeniem jednego etapu edukacji, a rozpoczęciem następnego, dziewczyna pracuje w rodzinnej firmie. Babcia, mama, siostra i główna bohaterka wynajmują domki przy plaży i dbają, aby ich goście jak najbardziej cieszyli się pobytem w tym małym miasteczku. Pewnego dnia najdroższy i najnowszy dom został wynajęty aż na kilka miesięcy, a Emaline jeszcze nie wie, że dzięki temu wydarzeniu jej życie będzie przepełnione wielkimi zmianami.

Na początku muszę powiedzieć, że uwielbiam wakacyjne klimaty w książkach. Ostatnimi czasy pogoda nie dopisywała, więc ciepło bijące od piasku oraz zapach morza, który wyobrażałam sobie podczas czytania tej książki stał się dobrym substytutem wakacyjnej aury. Kolejnym plusem, a zarazem korzeniem, który buduje całą historię są bohaterowie, z którymi niezwykle się zżyłam. Podobnie jak Emaline niedawno skończyłam szkołę średnią i pracuję, by zarobić na studia. Może nie w rodzinnej firmie, ale przynajmniej to zajęcie nie powoduje tego, że całe dnie spędzam na czytaniu.

Autorka porusza również ważne i niekomfortowe problemy, z którymi muszą poradzić sobie bohaterowie. Wątek przyjazdu ojca Emaline jest bardzo intrygujący, a co za tym idzie, czytelnik z zaciekawieniem oraz współczuciem śledzi to, co się dzieje. Podobało mi się także, jak Sarah Dessen wykreowała stosunki pomiędzy poszczególnymi postaciami. Na pierwszy rzut oka Emaline oraz jej przyrodnie siostry nie darzą siebie wielką siostrzaną miłością, ale gdy tylko jednej przytrafia się coś, co ją unieszczęśliwia, potrafią okazać współczucie oraz ukrytą miłość.

Jedni bohaterowie są strasznie irytujący, inni głupi przez to, co czynią, a kolejni nadają charakter całej powieści. Uwielbiam tą różnorodność. Nie są to najlepiej zbudowane postacie, z którymi miałam okazję spotkać się, ale mimo to tworzą ciekawą całość, o której trudno zapomnieć.

Moim zdaniem opis z tyłu książki zdradza zdecydowanie za wiele, więc nie spoglądajcie na niego zbyt długo. Lepiej od razu oddajcie się tej wspaniałej wakacyjnej atmosferze i spędzicie kilka godzin w małym nadmorskim mieście, bo naprawdę warto. Nie potrafiłam oderwać się choćby na moment od lektury, a to jest już wielkim dowodem na to, jak ta książka jest dobra. Może historia nie jest zbyt oryginalna, ale mimo to, jeśli lubicie opowieści o podobnej tematyce, warto po nią sięgnąć.

Polecam!

2016-06-26

(176) PRZEDPREMIEROWO: Sally Andrew, "Przepisy na miłość i zbrodnię"




Sally Andrew, Przepisy na miłość i zbrodnię, Wydawnictwo Otwarte, 480 s.

Uwielbiam sytuacje, które łączą trzy czynności, które są moimi ulubionymi: czytanie i jedzenie. Mam prawdziwego bzika na punkcie książek kucharskich, a jeszcze większego, gdy mogę przeczytać historię, w którą wplecione są przepisy, a bohaterowie są entuzjastami dobrego jedzenia. Przepisy na miłość i zbrodnię przede wszystkim łączą w sobie te dwie cechy, ale autorka zaserwowała swoim czytelnikom jeszcze coś dodatkowego, co stanowi prawdziwą wisienkę na torcie.

Tannie Maria jest dojrzałą kobietą po przejściach. Nie wierzy w to, że kiedykolwiek więcej szczęście się do niej uśmiechnie, a największą radość sprawia jej gotowanie oraz prowadzenie rubryki kulinarnej w miejscowej gazecie. Niestety, kobieta dowiaduje się, że kącik z jej przepisami musi zniknąć z gazety i ma go zastąpić rubryka z poradami, którą na dodatek ma ona prowadzić. Wymyśliła ze swoją najlepszą przyjaciółką i zarazem szefową, że porady nie będą takie zwykłe, bo do każdej Tannie Maria będzie dodawała przepis, który być może pomoże potrzebującym w rozwiązaniu ich problemu. Ta decyzja i pewien list zsyła na kobiety pracujące w gazecie pewną intrygę, której rozwiązania postanawiają poszukać.

Pierwsze, co spodobało mi się w tej książce to klimat. Powieść rozgrywa się na rozgrzanych terenach RPA, co pewnie odpowiada pogodzie, którą teraz mamy. Kiedy bohaterka narzekała na suchą ziemię i upał dokładnie wiedziałam, co czuje. Takie małe szczegóły niezwykle budują atmosferę i niezwykłość.

Bardzo obawiałam się tego, że wydarzenia, które się zdarzą będą niezwykle dramatyczne, ale na szczęście częściej bawiło mnie zachowanie bohaterów niż smuciło. Występujące w tej książce postacie raczej w większości byli dorosłymi ludźmi, jednak nie jednokrotnie zachowywali się oni wręcz dziecinnie, ale nie przeszkadzało mi to, a co najważniejsze – bawiło!

Wątek kryminalny jest na szczęście wiodący, więc wszelkie miłosne historie nie są w centrum uwagi, co stanowi miłą odmianę i niemałe zaskoczenie. Byłam przekonana, że to właśnie romantyczne uczucia bohaterów będą grały pierwsze skrzypce, ale tym razem intuicja mnie zawiodła. Od początku do samego końca nie domyślałam się, kto stoi za intrygą, którą uknuła autorka by zaskoczyć swoich czytelników. Jestem tym oczarowana!

Tannie Maria jest naprawdę kochaną kobietą, która najchętniej rozwiązałaby wszystkie problemy świata deserem albo jakimś pysznym daniem. Miałam wrażenie, jakby była mi jakąś bliską osobą, której już długo nie widziałam. Oczarowała mnie swoją delikatną osobowością i tą miłością do jedzenia.
Sally Andrew stworzyła całą plejadę ciekawych postaci, które musicie poznać. Mogą was czasami zirytować swoim zachowaniem, ale przy tym niesamowicie rozbawią.

Podsumowując, jeśli uwielbiasz książki, w których jedzenie dla bohaterów stanowi ważną część życia jest to powieść totalnie dla Ciebie! Słoneczny klimat Małego Karru oraz zagadka, którą Tannie Maria próbuje rozwiązać stanowi świetne połączenie wręcz idealne na lato. Autorka dodatkowo przemyca w prawie każdym zdaniu swoją miłość do kultury za pomocą słów, które są wytłumaczone na końcu książki. Jestem totalnie zauroczona!

2016-06-11

(175) Jakub Ćwiek, "Grimm City. Wilk!"




Jakub Ćwiek, Grimm City. Wilk!, Wydawnictwo SQN, 384 s.

Dzień przed wyjazdem na Warszawskie Targi Książki miałam największy dylemat życia – jaką książkę wziąć, by towarzyszyła mi w tej niesamowitej i pełnej nerwów podróży? Jestem pewna, że niekiedy sami macie ten problem, bo z regałów wystają cieszące oko grzbiety i gdybyście mogli wzięlibyście je wszystkie. Moimi głównymi kryteriami było to, żeby:
po pierwsze – egzemplarz książki był lekki i nie zabierał zbyt wiele miejsca,
po drugie – żeby to było coś sprawdzonego, co na pewno przypadnie mi do gustu,
po trzecie – obrazki mile widziane, w końcu oczy muszą też odpocząć od tekstu. Gdy tylko spojrzałam na półkę nad biurkiem, wiedziałam na co postawię, a co najlepsze – nie zawiodłam się.

Grimm City to miasto, w którym prawdopodobnie żadne z nas nie chciałoby mieszkać. Ciemne, spowite czarną mazią i pełne niebezpieczeństw. Od pewnego czasu taksówkarze muszą jeszcze bardziej na siebie uważać, gdyż po ulicach grasuje bezwzględny morderca. Od tych wydarzeń nikt nie może czuć się bezpieczny, nawet oficer policji.

Nie lubię pisać o fabule książki, wolę wyciągać na wierzch to, co wywołało we mnie jakieś emocje. Po pierwsze muszę koniecznie wspomnieć o atmosferze, którą czuje się podczas czytania Grimm City. Wilk!. Czułam się dokładnie, jak mieszkańcy tego miasta. Byłam trochę przytłoczona tą ciemnością, ale również zauroczona czymś nowym, ponieważ wcześniej nie miałam zbyt wielkiego doświadczenia z takiego typu literaturą.

Jakub Ćwiek wykreował bohaterów, o których może być zazdrosny każdy inny autor. Jestem wielką fanką jego twórczości i uwielbiam to, jak każda, nawet najmniejsza, cecha postaci idealnie pasuje do klimatu oraz fabuły powieści.

Kolejny atutem są ilustracje. Nie ma ich zbyt wiele, ale dzięki nim czytelnik ma okazję jeszcze bardziej zrozumieć, poczuć i wpasować się w atmosferę powieści. Jak dotąd nie spotkałam się z tym, żeby pan Ćwiek używał typowego języka literackiego, więc i tutaj przygotujcie się na pojawiające się niezbyt ładne wyrażenia. Na dodatek, jak zawsze, niektóre momenty są bardzo dokładnie i dosadnie opisane. Moim zdaniem, nie jest to opowieść dla wrażliwych osób i dla tych, którzy liczą na lekką powiastkę. Tą opowieścią się żyje!

Gdy czytam powieści spod pióra Jakuba Ćwieka, lektura zawsze idzie mi powoli. Choćby nie wiem jak porywająca byłaby to historia. Pewnie dlatego, że jego powieści są dosyć specyficzne dla kogoś, kto zwykle czyta młodzieżówki i historie przepełnione miłością, dlatego takie odstępstwo od reguły jest doskonałą opcją do poszerzenia swoich literackich horyzontów.

Podsumowując, pomimo tego chaosu, który narobił mi się w głowie podczas pisania tego tekstu, książkę polecam. Fanom Ćwieka powinna spodobać się na sto procent, a osobom, które jeszcze nie miały styczności z tym fantastycznym autorem, polecam zacząć od Chłopców, gdyż ta seria wydaje mi się najlepsza. Powtórzę się, ale Grimm City. Wilk! to powieść o naprawdę specyficznej atmosferze, której warto zasmakować.

2016-06-09

(174) Agnieszka Lingas-Łoniewska, "Piętno Midasa"


Agnieszka Lingas-Łoniewska, Piętno Midasa, Wydawnictwo Novae Res, 360 s. 

Praca blogera książkowego jest naprawdę satysfakcjonująca. Piszę o książkach już od pięciu lat i śmiało mogę przyznać, że to najlepsza decyzja, jaką w życiu podjęłam. Na pewno największym atutem tego zajęcia są współprace z wydawnictwami, a w konsekwencji dostawanie nowości literackich. Jednak dostawanie nowości to pikuś z otrzymaniem przedpremierowego egzemplarza powieści swojej ulubionej polskiej autorki. Piętno Midasa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej premierę będzie miało już niedługo, a ja jestem już po lekturze i szczerze mówiąc za bardzo nie wiem co myśleć.

Tak jak zwykle bywa to w książkach pani Agnieszki, czytelnik spotyka się w swojej podróży z zagubionymi bohaterami, którzy nie do końca wiedzą, czego od życia pragną. W Piętnie Midasa mamy do czynienia z trzema głównymi postaciami – Jakubem, Karoliną oraz Anką. Pierwszy jest wielkim pasjonatem fotografii i podobno wykonuje nieziemsko piękne zdjęcia, następnie poznajemy panią inspektor, która prowadzi sprawę Midasa, a wisienką na torcie jest Anka i jej związek małżeński. Tych bohaterów łączy pewna postać, a mianowicie tytułowy Midas. Kim on jest? Czego chce od kobiet albo czego one chcą od niego?

Na początku muszę wspomnieć, że jestem wielką fanką powieści, które wyszły spod pióra pani Łoniewskiej, ale czasami ogarnia mnie rozczarowanie. Nie wiem czym ono do końca jest spowodowane, bo na przykład Brudny świat oraz Bez przebaczenia to chyba dwie najlepsze książki, które w życiu przeczytałam i czekam na kolejną, która skradnie moje serce. Niestety, Piętno Midasa nie znalazło specjalnego miejsca w mojej duszy i głowie, a naprawdę liczyłam na coś niesamowitego.

Czasami miałam wrażenie, że ta cała aura tajemniczości wokół Midasa i pewnego bohatera są strasznie sztuczne i dusiłam się czytając kolejne strony. Poza tym, nudziłam się, co jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się podczas czytania książki mojej ulubionej polskiej kreatorki niesamowitych opowieści. Czuję się naprawdę rozczarowana historią Midasa, chociaż może on mieć rzeszę zwolenników. Niestety, tym razem to nie historia dla mnie.

To, co na pewno mi się spodobało i jeszcze nigdy się z tym nie spotkałam to dwa zakończenia. Często, gdy czytam książki wolałabym, żeby kończyły się one w inny sposób, niż ten jeden, który autor stworzył. W tej powieści czytelnik może wybrać sobie jedno spośród dwóch dostępnych! Jestem zachwycona takim pomysłem oraz jego realizacją. Powiew czegoś nowego i niesamowitego jest wielkim atutem tej powieści. Nareszcie to ja mogłam wybrać coś, co spodobało mi się bardziej. Mimo, że wybór nie był zbyt wielki.

Podsumowując, Piętno Midasa to nie powieść, którą będę uwielbiać. To nie jest to, co uwielbiam w książkach pani Łoniewskiej, mam swoich stałych faworytów i czekam aż inny tytuł ich pokona. Po Piętnie Midasa będę bardziej racjonalnie podchodzić do twórczości mojej ulubionej polskiej autorki, bo im bardziej nakręcam się, tym rozczarowanie jest większe. Mam nadzieję, że innym spodoba się historia Midasa i pomoże mi odnaleźć jej niezwykłość.